JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


ARTYKULY
 

Jaromir Nohavica
MF DNES – 26.02.2004

 

B o h a t e r,  m ę c z e n n i k,  d e z e r t e r  i  m i l i o n e r

Portret pięćdziesięcioletniego pieśniarza, który wybił się aż na szczyt czeskiego popu Na podstawie jego losów można by napisać powieść. Główny bohater czasem byłby bogiem, a czasem zdrajcą, tak jak w rzeczywistości. Kim będzie w roku 2004? Chyba zadowolonym bohaterem – płyta Babylon (Babilon) świetnie się sprzedaje, niektóre piosenki szybko się popularyzują a Jaromír Nohavica jest faworytem w konkursie na piosenkarza roku.
 
„Człowieku, Jarku, co tu robisz na Kanarach?” Wygląda na to, że jasnowłosy mężczyzna z wąsem nie zrozumiał pytania zadanego przez przechodzącego obok turystę – wzruszył tylko ramionami i rzucił po angielsku: „Sorry, I don’t understand.” Przepraszam, nie rozumiem. Przynajmniej w czasie urlopu chce zapomnieć o cyrku, jak sam nazywa świat muzyki pop. Cyrk? Być może. Ale skoro tak, to Jarek Nohavica jest tu najbardziej pożądanym kuglarzem.
Ta historia z urlopu może mieć swój ciąg dalszy.
Nie dajmy się bowiem zmylić jego melancholijnymi pieśniami ani tym, że unika wieczorków.
Jarek Nohavica to wesoły człowiek, który z pewną dozą złośliwości cieszy się, gdy po jednym z koncertów przychodzi do niego pewien pan z historyjką: „Wyobraź sobie, że w wakacje wraz z mamą widzieliśmy Amerykanina, bardzo podobnego do ciebie...”
Nohavica popatrzy na gościa jakby niczego nie rozumiał i powie: „Sorry, I don’t understand.”
W „cyrku”, który przyjął go w 1982r., przeżył Nohavica wiele upadków. I to dosłownie, czasem przewracał się na scenie wymięty, jakby przed chwilą wyszedł ze stogu siana.
Ale to już minęło. Teraz jest wysoko.
Życie ma spokojne, płyta się sprzedaje, jego ulubiony Baník (klub piłkarski z Ostrawy – przyp.tłum.) spełnia jego piłkarskie marzenia. Podczas, gdy ludzie śmieją się z nowego hitu Nohavicy o Francie Šišce, który w telewizyjnych Milionerach wygrał tysiąc koron, sam pieśniarz już dawno rozbił bank.
Kiedy inne gwiazdy chętnie pokazują się w czasopismach czy telewizji, on zwykle nie daje się na to namówić. A i tak wszystkich zwycięży - jest to naprawdę niezwykłe zjawisko. Gdyby sukces mierzyć zarobionymi pieniędzmi, wystarczy podać kilka liczb: nie minęło pół roku, a sprzedano już 80 tysięcy egzemplarzy albumu Babylon. Płyta kosztuje 350 koron. A chociaż nikt nie zagląda Nohavicy w umowę, u tak pożądanego artysty udziały mogą sięgać nawet czterdziestu procent.
Jeżeli rzeczywiście ma takie udziały, otrzymacie sumę około jedenastu milionów.
 
 

 

R z u c o n y   l w o m 

 

Być nastolatkiem, mieć rude włosy, duże uszy i beznadziejnie się w kimś zakochać to naprawdę nic przyjemnego.

Jarkowi pomagała gitara, na której zaczął grać jako samouk przed mniej więcej czterdziestu laty. I chociaż latem na zbieraniu chmielu byli o wiele więksi przystojniacy, miłemu śpiewakowi też w końcu udało się poderwać jakąś dziewczynę.

Uwielbiał wtedy Bratřička Kryla (utwór Karela Kryla Bratříčku, zavírej vrátka - przyp. tłum.) oraz piosenki Simona i Garfunkela. Właściwie do dziś nic się tu nie zmieniło. Przybyło tylko co nieco do domowej płytoteki, a obok hip hopu leży na przykład opera.

W marcu 1982r. pieśniarz został rzucony lwom.

Do tego czasu jego twarz muzykanta znali jedynie przyjaciele, a szerzej znany był tylko jako tekściarz, który dla Marii Rottrovej wymyślił piosenkę Lásko, voníš deštěm (Kochanie, pachniesz deszczem).

A teraz nagle siedzi na scenie festiwalu Folkový Kolotoč (Karuzela Folkowa) w Ostrawie-Porubie, gra Když mně brali za vojáka (Kiedy brali mnie do wojska – tłum. Renaty Putzlacher) i Setkání s Puškinem (Spotkanie z Puszkinem – tłum. Renaty Putzlacher) i w ciągu tych kilku minut dzieje się coś niezwykłego...

Jiří Černý, krytyk muzyczny, wspominał później, że w czasie tego koncertu miał wilgotne oczy: „Moja dusza zaczęła świecić radością płynącą z cichej, pokornej przestrzeni, która istniała nie wewnątrz pieśniarza, ale gdzieś wokół niego.”

Głuchy telefon przekazywał wiadomości z Poruby do wszystkich krańców Czechosłowacji, wspomina Zdeněk Vřešťál z grupy Nerez: „Powstał efekt lawinowy i już w maju wszyscy znali Jarka. Kiedy zorganizowałem dla niego koncert w Pradze na Rokosce, było pełno.”

 

 

Z a k a z y w a n y   d o n o s i c i e l

 

W tych ponurych czasach fani Nohavicy jeździli za nim po całym kraju. Nieraz jednak aż do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy koncert się odbędzie.

Nohavica, podobnie jak wielu innych piosenkarzy, w czasie występów nie trzymał się ustalonego scenariusza. Skończyło się to więc zakazem koncertowania. I chociaż wcale mu na tym nie zależało, nagle stał się męczennikiem. Tym bardziej zaskakujące były listy Cibulki... (Petr Cibulka – autor wydanych na początku lat dziewięćdziesiątych list agentów i współpracowników StB, odpowiednika polskiej SB – przyp. tłum.)

W 1985r. Nohavica zaprosił swoją żonę na festiwal Porta, żeby go tam mogła zobaczyć jako bohatera z tysiącosobowym chórem. Martina nie bardzo miała ochotę jechać do Pilzna (Plzeň), ale w końcu dała się namówić. Była tam świadkiem dwóch znaków. Najpierw odpowiedzialni ludzie powiedzieli: „Jarku, możemy cię prosić na chwilę? W tym roku nie będziesz grał.” A następnego dnia: „Najlepiej będzie, jak wyjedziesz z miasta.” Wrócili z powrotem na Śląsk.

Nohawica milczał, kiedy w 1991r. wszyscy dowiedzieli się o jego kontaktach z StB. To milczenie miał Nohavicy za złe m.in. Karel Kryl. „Milczenie to zła broń”, napisał w książce Půlkacíř (Półheretyk).

Przyjaciele nie mieli wątpliwości, że ich Jarek nikomu nie zaszkodził, a on sam w wywiadzie dla czasopisma Reflex przekonywająco się bronił. Owszem, podobno spotykał się w winiarni z jakimś porucznikiem, którego niestety nie posłał do diabła, ale nigdy nie rozmawiali o ważnych sprawach.

Jak na razie, nie znalazł się nikt, kto mógłby udowodnić, że było inaczej.

Współpracownicy pieśniarza przypuszczają mimo to, że to brzemię (chociaż niesprawiedliwe) ciążyło mu. „Być może właśnie z tego powodu tak dużo pił na początku lat dziewięćdziesiątych, kto wie...”, zastanawia się Zdeněk Vřešťál.

 

 

A  d o   k a w y   r u m...

 

Film Zelenki Rok ďábla (Rok diabła) rozsławił (NTAK) Nohawicową Teorię Alkoholowego Kopca. W skrócie – zgodnie z nią przeciętny Czech pije jak smok i pnie się w górę, ale gdy osiągnie szczyt, jest zgubiony:

„O co chodzi?

Czasem ktoś pije całe życie i nic mu się nie stanie.

Dlaczego?

Dlatego, że ta jego góra jest bardzo wysoka.

Całe życie pije i ciągle się pnie.

Niestety, nikt z nas nie wie, jaka wysoka jest jego góra.“

Jesienią 1991r. wyniszczony alkoholem pieśniarz rozpoczął kurację odwykową. Znajdował się wtedy już o krok od szczytu swojej góry. W czasie rozmowy z dzienikarzem spokojnie wypijał butelkę rumu; nalewał go sobie do musztardówki, prowadził normalną rozmowę, a potem odchodził równym krokiem jak Rosjanin.

Bywało też gorzej. W trakcie koncertów zapominał teksty piosenek, mówił bez sensu, niekiedy się przewrócił... Czasem nawet obudził się pod gołym niebem.

Ciekawe, że przyjaciele wierzyli w niego – przypuszczaliśmy, że będzie umiał przestać, ponieważ jest bardzo silny, twierdzą. „Takie osobowości ufają same sobie i lubią siebie na tyle, że potrafią zwyciężyć uzależnienie“, mówi Karel Plíhal.

W 1992r. Nohavica rozpoczął nowe życie. Kolejne urodziny świętował z lemoniadą i kawą (chociaż dla gości kupił mnóstwo whisky, ponieważ zdecydowanie nie był i  nie jest skąpy).

Na pytanie, czy czasem nie brak mu kieliszka, choćby dla lepszych pomysłów, odpowiada: „To nie prawda, że poeci piszą lepiej, gdy są pijani. Teraz postrzegam świat głębiej i ostrzej. Do ciemnych głębin już nie muszę sięgać, już tam byłem.“

Pierwszą abstynencką płytą Mikymauzoleum (Mikimauzoleum) rozpoczął wędrówkę za niezwykłą popularnością, poważaniem i sukcesem komercyjnym. Jego muzyka stała się nagle o wiele bardziej kolorowa. Wkrótce też pojawiła się w niej po raz pierwszy odziedziczona po dziadku heligonka (rodzaj akordeonu – przyp. tłum.) z 1923r.

 

 

M o j a   k o c h a n a   M a r t i n a

 

Bardzo ciekawie ujmuje ten temat piosenkarka Hana Hegerová. „Nie znam żony Jarka“, mówi, „ale cieszyłam się, że nawet w tych najcięższych chwilach nie przestała z nim być, mimo że nie była to rozkosz żyć z człowiekiem, który tak bardzo niszczył sam siebie.“

Pod tym zdaniem Nohavica na pewno by się podpisał.                                                  Podobały mu się wprawdzie inne kobiety, potrafił też fankom złamać serce, swoją żonę jednak zawsze chwalił: „Martina jest taka dobra!“ „Stwarza mi dom, w którym ładuję baterie“ oraz „ona ocenia, jak mi się udały poszczególne piosenki...“ Rzeczywiśnie, raz mu oznajmiła, że Mikymauz (Mikimauzoleum) to jego życiowa kompozycja („zapínám telefon, záznamník cizích citů / špatné zprávy chodí jako policie za úsvitu / jsem napůl bdělý a napůl ještě v noční pauze / měl bych se smát, ale mám úsměv Mikymauze – rána bych zrušil“) (Znów włączam telefon odbiornik obcych życzeń / nachodzą mnie złe wieści jak policja o świcie / pożegnać sen i wciągnąć znów jawy cztery łyki / chciałbym się śmiać ale mam uśmiech Myszki Miki -
ranki bym skreślił – przekład Renaty Putzlacher) i nic lepszego już nie napisze. O innej piosence z kolei potrafiła mu powiedzieć, że jest zbyt słodka i trzeba by ją przerobić. Jednakże ani nauczycielka Martina, ani dwoje dorosłych dzieci Nohavicy nigdy nie zostali  jego muzycznymi współpracownikami. „Oni w domu są tak zmęczeni mną jako pieśniarzem, że nie są tym zainteresowani...”.                                                                                            Razem z jamnikiem mieszkają w pięknym domu i zdecydowanie nie mają zamiaru przeprowadzać się do Pragi – w tym czasie, który musieliby stracić by się z Pragi wydostać, z Ostrawy dawno dojadą do swojego domku w Beskidach.
 

 

S p e c j a l n o ś ć   s z e f a   k u c h n i  J a r k a


Wyjątkowo ciężko zajrzeć Nohavicy do wnętrza, ale nie można wątpić w niektóre jego cechy i zwyczaje.                                                                                                                          Nohavica jest intelektualistą i zapalonym czytelnikiem. Swoje ubiegłoroczne pięćdziesiąte urodziny świętował dając dziewięć koncertów w Stanach Zjednoczonych. Był tam po raz pierwszy. A co go zainteresowało? Typowy Nohavica: „Osobliwości zostawię sobie na następny raz. Na razie przewędrowałem centrum New Yorku wraz z jego kawiarenkami, antykwariatami, księgarniami, galeriami, drapaczami chmur, Central Parkiem. Oraz ruinami bliźniaków.”                                                                                                                             W jego sypialni moglibyście zobaczyć bibliotekę poezji. Może nawet pięćset książek. Swoją przygodę z poezją rozpoczął, gdy miał jedenaście lat i po raz pierwszy bał się, czytając Kytice Erbena. Teraz do jego ulubionych poetów należą Seifert, Skácel i... tak, kolega po fachu Kryl. Sam ciągle układa rymy, zapisuje je w białych czystych zeszytach formatu A4 i na komputerze. Niektóre znajdą się w tekstach piosenek, inne mają zabawić kolegów w samochodzie – jadą koło hotelu Arkus pod Jaroměřem a Nohavica rzuca: „V druhém patře na hotelu Arkusu / Volala jsi: Jarku su...“ (Na drugim piętrze hotelu Arkus/ Wołałaś: Jarku, jestem...).                                                                                            Jeżeli wciąż nie potraficie go sobie wyobrazić jako zwykłego człowieka, dodajmy, że jest wielkim fanem Járy Cimrmana, a jeśli chce sprawić radość wszystkim w domu, przygotuje im duszony kotlet wieprzowy na cebuli i sałatkę ogórkową w zalewie.                                   Kocha też sport, chociaż na przekór famie, nie on jest autorem hymnu „Baníčku, my jsme s tebou” (Baníčku, jesteśmy z tobą). Pomógł tylko fanom ją nagrać.                                         Na mecze piłki nożnej chodzi jednak regularnie, został nawet pierwszym członkiem oficjalnego fan-klubu drużyny Baník Ostrava. Teraz życzy klubowi tytułu mistrza republiki, którego nawiasem mówiąc sam jest posiadaczem – otrzymał go w 1997r. za grę w scrabble, polegającą na ułożeniu jak największej liczby wyrazów z wylosowanych liter. Ciągle jeszcze należy do najlepszych, ale w domu raczej przegrywa – z żoną.
 

 

Z   k a ż d y m   d n i e m   j e s t e m   s t a r s z y

 

Przed sobą ma jeszcze tyle zadań!

Zdaniem obecnego wydawnictwa Nohavicy, trzeba ciągle pracować nad zwiększeniem jego popularności w Polsce. Płyty Babilon sprzedano tam tylko trzy tysiące egzemplarzy, a można by o wiele więcej.

Poza tym, pieśniarz nie może się już doczekać, kiedy zostanie dziadkiem; na poddaszu ma naszykowany rzutnik i płótno, podobnie jak mnóstwo książek dla dzieci, które musi wnukom przeczytać. Chce ich też uczyć piosenek i grać z nimi w Chińczyka. „Będę wesołym dziadkiem”, ma taką nadzieję.

Może więc właśnie dlatego na jego biurku leży modlitwa św. Franciszka Salezego z XVIw. Początek jej brzmi:

„Panie - Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary.
Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.
Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym, czynnym, lecz nie narzucającym się...”

 

 

S p r ó b u j ę   d l a   w a s   c o ś   j e s z c z e   w y m y ś l  i ć . 

Rozmowa z Jaromírem Nohavicą

 

Jaromír Nohavica praktycznie nie udziela wywiadów. „Na wszystkie pytania już odpowiedziałem”, mówi odmawiając dziennikarzom. Jedyna możliwość, to zapytać go o coś nowego. A jeśli jeszcze do tego wspomnieć o piłce nożnej, będzie rozmawiał bardzo chętnie.

 

Co by było, gdyby Pan stwierdził, że termin jednego z planowanych wiosennych koncertów pokrywa się z meczem Sparta – Baník? 

Koncerty przygotowujemy z rozmysłem i z uwzględnieniem artysty... Poza tym – kto by na taki koncert, na Boga, przyszedł? Wszyscy ludzie w czasie transmisji z ostrawskiego stadionu Bazaly, tak, jak przy Super Bowlu będą siedzieć wpatrzeni w ekran. Chociaż... Dzięki Panu wpadłem na świetny pomysł marketingowy. Zaraz wieczorem po tym meczu zagram koncert na praskim stadionie Letná i w ten sposób w Pradze uczczę mistrza ligi z Ostrawy. 

 

Zaczniecie od chóralnego Baníčku, my jsme s tebou (Baníčku, jesteśmy z tobą)?                                                           

Oczywiście, i dziesięć tysięcy Prażan będzie śpiewać ze mną. Będzie to akt narodowego pojednania, tak jak Gott i Kryl na listopadowej trybunie.

Ale wcześniej zostanie Pan może piosenkarzem roku. Odebrałby Pan figurkę Anioła?

Odebrałbym. Szanuję ocenę ludzi z branży tak samo, jak fanów, tylko zawsze bałem się tych strasznych ceremonii estradowych. Że będą mi tam wręczać jakiegoś Czeskiego Lwa i np. podetną mi nogi, rozbiją tę figurkę albo coś podobnego, żeby wszyscy mogli się pośmiać i żeby wzrosła oglądalność. Jestem tchórzem, jeśli chodzi o takie wesołe sprawy. Ale do dziś nie zapomniałem wspaniałej chwili, kiedy pani Hanka Hegerová wręczała mi Anioła za Divné století (Dziwne stulecie). Przyjdę więc w tym roku i cieszę się, że zagram tam na żywo.
 

Stał się Pan, być może mimowolnie, bogatą osobistością. Spotyka się Pan u siebie w Ostrawie z zawiścią?

Zawiść nie dzwoni do głównych drzwi, ale jak chwast rozpleni się w ogrodzie przyniesiona przez wiatr i na początku nikt nawet o tym nie wie. A co do pieniędzy... U nas w Czechach nie mówi się o nich, ale ja nie mam czego się wstydzić. Wszystkie pieniądze, które mam ludzie dali mi dobrowolnie i myślę, że z chęcią. Położyli je na stole i powiedzieli: Jarku, graj i śpiewaj dla nas. Dzięki, ludzie. Spróbuję coś jeszcze dla was wymyślić.
 

Zdarzyło się już, że któraś z pańskich piosenek ograła się Panu?  Niektóre kawałki śpiewa Pan już przecież ponad ćwierć wieku...

Oczywiście, niejedna. Nie będę ich jednak wymieniać, żeby się nie obraziły. Po jakimś czasie one bowiem wracają i brzmią zupełnie jak nowe, inaczej, interesująco. Z drugiej strony, niektóre ograją się tak szybko, że nie wytrzymają nawet tej nocy, kiedy je skomponowałem.
 

Bawią Pana jeszcze Tři čuníci (Trzy świnki)?

Nie ma to, jak dobrze ograne Trzy świnki.
 

Kiedy jedzie Pan sam samochodem, po jakie kasety sięga Pan najczęściej?

Samochód to mój jeżdżący walkman, tam się muzyki nasłucham najwięcej. Jest to wspaniałe miejsce skupienia, ciszy, postrzegania – ale też śpiewania, kiedy dołączam do kapel drugim głosem. Drogę Ostrawa – Praga przejeżdżam w ciągu trzech czy czterech płyt lub kaset a ostatnia porcja to było: TeDe czyli świetny polski hip hop, Zuzana Navarová, wybór rosyjskiego bigbitu oraz Richard Galliani. Tego ostatniego słuchałem jeszcze na moście w Pradze Nusle. Na drogę powrotną kupuję kasety z czeskimi nowościami, przesłucham je, dowiem się czegoś a potem to ewentualnie rozdam kolegom.
 

Sam siebie Pan słucha?

Niedawno słuchałem Babylonu i to dość uważnie. Po jakimś czasie i z dystansem. Żeby się czegoś nauczyć. To dobra płyta. Trzyma się razem, nawet śpiew nie jest zły. Víťa Sázavský odwalił w studiu kawał dobrej roboty.

 

Tomáš Poláček   
Źródło: MLADÁ  FRONTA  DNES


biografia
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line