JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


ARTYKULY
 

Jaromir Nohavica – a sprawa polska.
SCHERINGÓWKA - 2001

 

   W przypadku Konrada Mazowieckiego i Krzyżaków – sprawa jest bezsporna. Kto natomiast sprowadził  Jaromira Nohavicę do Polski – pewności nie ma.

   Wiadomo tylko, że już dziś wymienić można listę osób, zasługujących na pochwały,za umacnianie tradycyjnych więzów przyjaźni czesko-polskiej...

   Popularność cieszyńskiego pieśniarza w naszym kraju rosła wraz z jego sławą w Czechach, głównie za sprawą płyty Divne stoleti z 1996 roku i dzięki coraz liczniejszym występom dla polskiej widowni, która rozpieszcza artystę, gdziekolwiek się on nie pojawi.

   Nohavicomania zatacza coraz szersze kręgi. Znane są przypadki wielokilometro-wych migracji fanów w poszukiwaniu  miejsca, nawet domniemanego, występu ich ulubionego artysty. Dzięki informacjom na stronie www.nohavica.cz  można z dużą precyzją i niemałym prawdopodobieństwem  namierzać przeloty czeskiego barda, choć nie lubi tak o sobie mówić, rezerwując raczej miano pieśniarza, jako mniej koturnowe i wyniosłe.

   Co by nie mówić o zasługach osób, popularyzujących sylwetkę artysty, najistotniej-szym czynnikiem sprawczym obecności Nohavicy w świadomości polskiego odbiorcy – był on sam. Może się mylę, ale uważam, że silne związki twórcy „Sarajewa” z Polską i Polakami, fakt, że wiele lat mieszka w Czeskim Cieszynie, obracanie się w swoistym czesko-polsko-śląskim tyglu kulturowym – że wszystko to, poparte talentem i wrażliwością, sprawiło, iż Polska dla Nohavicy-człowieka mogła stanowić pewną atrakcję, a dla Nohavicy-twórcy- wyzwanie. Podjęcie tego wyzwania było tylko kwestią czasu.

   Sam często podkreślał swoje fascynacje polską piosenką, w osobie Grechuty, Osieckiej czy Młynarskiego – by wymienić tylko tych największych. Było ich znacznie więcej, bo Jaromira, poza piosenką, ciekawiła także polska poezja, teatr, film czy telewizja. Regularnie czytywał polską prasę, która przed 1989 rokiem, mimo cenzury, znacznie bardziej zbliżała się do prawdy niż prasa czeska.

   Zagrać dla polskiej publiczności, tak w końcu bliskiej językowo, będąc już twórcą uznanym we własnym kraju i ukształtowanym w swoich poglądach na świat, odwrócić trochę role, może trochę sprawdzić się – takie myśli mogły towarzyszyć Jarkowi Nohavicy przed przyjazdami do Polski. Z drugiej strony – nie musiał tak daleko do niej jeździć, miał ją o rzut kamieniem, miał ją na co dzień, w groteskowo-geograficznie podzielonym na pół mieście.

   Znał się dzięki temu na polskich sprawach nie gorzej niż Polacy. Poszedłbym nawet dalej w tych rozważaniach, licząc na czeskie poczucie humoru, że Nohavica to w zasadzie Polak, tylko dziwnym zrządzeniem losu mieszkający po drugiej stronie Olzy. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że polscy słuchacze, choć nie zawsze do końca rozumieją słowa piosenek i tak doskonale je rozumieją?  Mówię Wam – Polak!

   Zastanawiając się poważnie nad twórczością Nohavicy, wypada mi przyznać, że jest ona ponadnarodowa, a jednocześnie ma w sobie coś właściwego tylko Czechom. To „coś” to dystans,  ów ironiczny uśmieszek, przymrużone do siebie samego oko, aby nie traktować wszystkiego, co nas otacza, z tak śmiertelną powagą i w kategoriach ostatecznych.

   Jaromir powiedział kiedyś, że piosenka musi być tak zbudowana, aby zostawiała miejsce dla słuchacza, szczelinę zapraszającą do środka. W tym znaczeniu, pieśni Wysockiego czy Kaczmarskiego – takich szczelin nie zostawiały. Były po brzegi wypełnione słowami, obrazami, emocjami. Były zamknięte. Piosenki Jaromira rzadko krzyczą, nikomu się za bardzo nie narzucają, a mimo to wsiąkają w pamięć, nękają melodyjnością frazy ,wzruszają  taktownością, prostotą i finezją.

   Co sprawia, że ta kameralna w zasadzie twórczość, liryczny dyskurs z życiem o sensie miłości, o namiętnościach i cierpieniu – ma tak uniwersalny wymiar?

   Ja chyba wiem, ale zachęcam Państwa do samodzielnego udzielenia sobie odpowiedzi. Ja chyba wiem, bo od momentu zetknięcia się z Jaromirem Nohavicą zaczęła się moja wielka przygoda z czeską piosenką, z językiem czeskim, czeską literaturą i historią.

   Te proste i śpiewne pieśni rozpaliły we mnie ciekawość do ludzi, którzy mieszkali i mieszkają tak blisko mnie, a o których tak niewiele dotąd wiedziałem. Jaromir powiada, że mieszkamy zbyt blisko, by być dla siebie jako narody – atrakcyjni. Może coś w tym jest...

   Dla mnie to, co usłyszałem w Warszawie w 1998 roku wydało się na tyle atrakcyjne i egzotyczne, że zapragnąłem poznać człowieka, który stoi za tymi pieśniami, poznać ludzi, których on zna, poznać pisarzy, którzy ukształtowali jego wrażliwość. Nie rozczarowałem się.

   W Jarku Nohavicy poznałem  człowieka o iskrzącej  osobowości i zaraźliwym poczuciu humoru, faceta inteligentnego i życzliwego ludziom.

   W piosence ”Cieszyńska” brzmi taka oto pointa: „...dobrze, że człowiek nigdy nie wie, co go czeka.” Trzy lata temu, nie mając pojęcia o języku czeskim, znając tylko Kunderę, Hrabala, Kafkę i „Dzielnego Wojaka Szwejka”, nie przypuszczałem, że będę niebawem próbował czytać w oryginale „Śmierć pięknych saren” Oto Pavela, biegał po antykwariatach w poszukiwaniu słowników /zwłaszcza czesko-polski jest nie do zdobycia; łatwiej o mongolsko-włoski/, tłumaczył teksty Nohavicy i Plihala, spędzał z Jaromirem długie godziny w studiu Mirka Kluza w Jabloncu i czytał książki o historii Pragi. Nie wiedziałem, co mnie czeka. Ale gdybym wiedział – też bym dał się unieść tej fali.

   W tym apetycie na Czechów nie jestem chyba dzisiaj już taki osamotniony. Widzowie w trakcie ostatniej trasy koncertowej Jaromira Nohavicy pozostawali w niemym zdumieniu, że coś tak dobrego przybyło do nas z tak bliska i w tak prostej postaci. To zmusza do zastanowienia nad, obsesyjnym u wielu twórców ostatnich lat, przerostem mięśni nad mózgiem, /czytaj : formy nad treścią/.

   Po koncercie w Studiu im. Agnieszki Osieckiej w PR III Polskiego Radia, miała miejsce rozmowa telefoniczna między Jaromirem Nohavicą  a, obecnym na widowni, Krzysztofem Daukszewiczem:

Nohavica – „...w zasadzie wychowałem się na pańskich piosenkach”.

Daukszewicz – „To ciekawe/?/ w jak różnym wieku ludzie przeżywają swoje dzieciństwo, bo

                            ja na pańskich też!”

 

     W rzeczy samej. Piosenki cieszyńskiego pieśniarza mogą nas dopaść w różnym wieku. Może to być dla niektórych wiek XXI. Ja załapałem się jeszcze na końcówkę poprzedniego, ale  pieśni te nie wprowadziły w moje życie dekadenckiej zadumy – przeciwnie - wniosły harmonię i optymizm.

 

                                                                                               

Tolek Muracki


biografia
fotografie
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line
 

zagraniczne
strony internetowe