JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


ARTYKULY
 

Pieśni są jaskółkami – one fruną przez Europę
JAREK NOHAVICA I FRANK VIEHWEG GRAJĄ W BERLINIE

 


     Ten człowiek jest jak piec. Nie tylko to, że ogrzewa – czeską górską chatę, polski teatr, niemiecki dom kultury. Kiedy Jaromir Nohavica grał w starej hali fabrycznej w swojej rodzinnej Ostrawie, 5000 biletów zostało wyprzedanych w ciągu 30 minut. Dał więc drugi koncert...
     Nie tylko to, że wypełnia scenę aż do krawędzi, do której nie sięga już światło reflektorów, obejmujące tego człowieka z jego gitarą i heligonką. Nohavica emanuje atmosferę, w której ludzie czują się jak w domu, akceptowani i pod dobrą pieczą.
Żaden międzynarodowy ani czeski muzyk nie może przez lata konkurować co do liczby sprzedanych egzemplarzy jego nagrań. Ale on nie jest gwiazdą pop. On otrzymuje, jako pierwszy w ogóle autor śpiewający własne piosenki, najwyższą nagrodę literacką swojego kraju. Ale on nie jest pisarzem.

     Jego pieśni, a jest ich już kilka setek, są drukowane, aby można je było potem przeczytać. W większości są współśpiewane. Czasem pieśniarz zamyka usta w środku pieśni, ale ona nie milknie.
     Co uczyniło tego urodzonego w 1953 bibliotekarza – pieśniarzem folkowym?
Po koncercie nie zmienia koszuli, tylko miejsce. Kiedy w knajpie wokół niego są ludzie, których lubi, on gada i śmieje się, patrzy wokół, splata ręce na karku. Może przecież ktoś jeszcze wyciągnąć jakąś gitarę z futerału. Być może i heligonka zaczerpnie jeszcze raz powietrza. „Pieśni są jaskółkami – one fruną przez Europę”, sądzi Nohavica.
     On śpiewa jak człowiek, który nigdy nie jest sam, ale zawsze u siebie, wśród swoich. To jest zaraźliwe jak sen, zwłaszcza że nie jest snem. On jest niewolnikiem, który ustawia kamienie w piramidy i wkręca śruby w kadłuby odrzutowców. „Gdybyście chcieli mnie posłuchać, to miałbym coś do powiedzenia. A tak – jestem tylko starym wołem przed pługiem.“ – brzmi to w jego „Plebs-Blues”.
     Przy pojawieniu się komety Halleya on wędruje wraz z tym ciałem niebieskim ponad ziemię, która tylko raz może być taka, jak w tej chwili. „Kiedy kometa powróci, nas już tu nie będzie”, ale ktoś zaśpiewa. On jest kimś zapomnianym przez Boga i jest też kimś chronionym przez ludzkiego anioła. On jest panną młodą, która prowadzi swego ukochanego do Sarajewa na ślub, i tym gniewnym, który obiecuje żołdakom, że bierze na siebie rachunek za ich jazdę do piekła.
     Delikatna pogoda, jadowity sarkazm, i ciągle od nowa rytm, zapraszający do tańca.
     Pieśni fruną przez Europę, ale one potrzebują kogoś, kto je odbiera, aby mogły wylądować, zbudować gniazdo, przepowiedzieć nam nadchodzącą pogodę i pokazać, jak – będąc ledwie przyklejonym do gzymsu – przecież przeżyć i wychować potomstwo. One potrzebują nieco szczęścia oraz poety po drugiej stronie przekazu. W Polsce dla Jaromira Nohavicy był to pieśniarz Antoni Muracki. W Niemczech jest to Frank Viehweg, śpiewający poeta z Berlina, który już prawie od 10 lat przekłada pieśni Nohavicy. Można ich było usłyszeć razem w koncercie „Dreiländereck” („narożnik”, punkt styku trzech krajów), w ramach Festiwalu Muzyka i Polityka w berlińskiej Wabe.
     Teraz przed nami premiera książki i CD, a Nohavica i Viehweg wystąpią razem w piątek o 19.30 w Auli GLS przy Kastanienallee 82 i w sobotę o 21 w Zimmer 16 przy Florastraße w berlińskim Pankow.
     Pod tytułem „Dokud se zpiva – Solange man singt” wydał Frank Viehweg w ramach serii NoRa Lyrik tom tekstów pieśni, dopełniony albumem, zawierającym 20 tytułów, zagranych i zaśpiewanych „unplugged”. Słowa wstępne Nohavicy i Viehwega zdradzają coś ponadto, coś, co dodaje pieśniom skrzydeł – oni opowiadają o biografiach, które podobnie jak pieśni „mają ledwie małą bliznę”. Viehweg pokazuje się raz jeszcze jako doświadczony, wnikliwy tłumacz poezji, który w cudzej wypowiedzi poszukuje czegoś swojego własnego i poświęca się tym tekstom, które nie tylko do niego przyleciały, ale i poczuły się w jego świecie jak w domu. Książka i album są też hołdem dla przyjaciela, który pisze takie pieśni. One oddają należny trybut nadziei i ufają temu, co jest tak wytrwałe i pewne jak lot jaskółki. „Niebo jest tu, niebo jest wszędzie”

 


Henry-Martin Klemt


biografia
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line