JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


CD 
Świat według NohavicY
 

Dzisiaj rozpoczynamy polsko-czeski projekt, który potrwa do początków grudnia. Codziennie będziemy zamieszczać na stronach czeskich i polskich fragmenty pieśni z mającego się ukazać pod koniec listopada tego roku podwójnego albumu CD „Świat według Nohavicy „

Po kliknięciu na zdjęcie wykonawcy- ukaże się duże zdjęcie, kiedy klikniecie na nazwisko wykonawcy- pojawi się jego życiorys, kliknięcie na nazwisko autora przekładu - pokaże tekst pieśni


 

 

1.

DOKĄD SIĘ ŚPIEWA
Przekład – Tolek Muracki
wykonanie Tolek Muracki, Jakub Muracki, Elżbieta Wojnowska,
chórki: Ola Muracka, Iga Janowiak
 

2.

CIESZYŃSKA
Przekład – Tolek Muracki
Śpiewa Artur Andrus
 

3.

STARSZY PAN
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Zbigniew Zamachowski
 

4.

IDĄ PO MNIE

Przekład Leszek Berger

Śpiewa Andrzej Sikorowski

 

5.

PETERSBURG

Przekład - Tolek Muracki

Spiewa Andrzej Ozga

 

6.

SARAJEWO

Przekład Tolek Muracki

Śpiewa Edyta Geppert

 

7.

NA SCHODKACH FONTANNY
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa
Tolek Muracki

 

8.

ROBINSON
Przekład Renata Putzlacher
Śpiewa Graźyna Kulawik i Wolna Grupa Bukowina

 

9.

PIJCIE WODĘ
Przekad Tolek Muracki
Śpiewają: Tolek Muracki, Andrzej Ozga i Iga Janowiak

 

10.

POCHÓD ZDECHLAKÓW

Przekład Tolek Muracki

Śpiewa Paweł Orkisz
 

11.

MYSZKA MIKI

Przekład Tolek Muracki

Śpiewa Mirek Czyżykiewicz
 

12.

GDY ODWALĘ KITĘ
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Jaromir Nohavica

 

13.

MARGITA
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Michał Łanuszka

 

14.

GDY JUTRO SKORO ŚWIT
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Tolek Muracki

 

15.

NICZYM JELEŃ

Przekład Tolek Muracki

Śpiewa Elżbieta Wojnowska

 

16.

PASTUCH
Przekład Tolek Muracki
Śpiewają: Aleksandra Muracka, Jakub Muracki, Antoni Muracki

 

17.

SYLWETKA
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Paweł Orkisz

 

18.

CZEGO NIE MAM
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Elżbieta Wojnowska

 

19.

NA STACJI JERZEGO Z PODEBRAD
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Zbigniew Zamachowski

 

20.

ZAŚLUBIENI
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Tolek Muracki

 

21.

KOSZULKA
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Michał Łanuszka

 

22.

PRZYJACIEL
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Andrzej Sikorowski

 

23.

PANIE PREZYDENCIE
Słowa Krzysztof Daukszewicz
Śpiewa Krzysztof Daukszewicz

 

24.

FUTBOL
Przekład Tolek Muracki
Spiewa Andrzej Ozga

 

25.

NICZYM DŁUA CIENKA STRUNA
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Wacław Juszczyszyn i Wolna Grupa Bukowina

 

26.

DARMODZIEJ
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Stanisław Soyka

 

27.

MOJA MAŁA WOJNA
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Tolek Muracki

 

28.

PLEBS BLUES
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Mirosław Czyżykiewicz

 

29.

KOMETA
Przekład Andrzej Ozga
Śpiewa Stefan Brzozowski

 

30.

MAM LEDWIE BLIZNĘ
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Tadeusz Woźniak

 

31.

ANIOŁ STRÓŻ
Przekład Tolek Muracki
Śpiewa Elżbieta Wojnowska

       

 

 

Jarku – bracie!

Korzystam z tej okazji, by napisać do Ciebie kilka słów, które tak trudno się mówi, kiedy dookoła pełno ludzi, a - uczucie pośpiechu - nie pozwala na serdeczną i szczerą rozmowę.

Ludzi wiele może łączyć. Czasem zdarza się, że jest nam bliski ktoś, kogo w obiegowym pojęciu - nie znamy. Nasza znajomość to przecież jedno spotkanie w Filharmonii i jedno na bankiecie. Zanim zetknęliśmy się miałem uczucie, że znamy się dawno i – to bardzo dobrze. Tak też się przecież przywitaliśmy! Bez „ą, ę” – jakby było oczywiste, że kiedyś i tak musielibyśmy się spotkać. Miałem to poczucie z prostej przyczyny - zetknąłem się z Twoją opowieścią o świecie zanim się zobaczyliśmy. A - przede wszystkim - przyswoiłem sobie Twój utwór, który - choć pisałeś o sobie - (poza paroma szczegółami) - jest także piosenką o mnie!
Jak to zwykle bywa, przypadek (i „sprawca” - Tolek Muracki) pozwolił mi na kontakt z Twoim pięknym, jasnym komunikatem. Cieszę że żyjemy w tym samym świecie.
Dziękuję Ci.

 

Tadeusz Woźniak

PS Jest to najbardziej „cwana” piosenka o miłości, jaką znam.

 

 

O JAROMIRZE NOHAVICY I O „KOMECIE”


O Jarku Nohavicy dowiedziałem się przed wieloma laty od redaktora muzycznego Polskiego Radia w OLSZTYNIE Ś.P. Andrzeja Śleszyńskiego , który powróciwszy chyba z Warszawy , z koncertu Jaromira był Nim i przez Niego zaczarowany . Mijały lata , wpadła w moje ręce płyta DVD z filmem „Rok Diabła” . Coraz więcej piosenek Jaromira zaczęło mnie otaczać m.in. za sprawą Tolka Murackiego , zafascynowanego twórczością i tłumacza tekstów wielu Jego piosenek.

W roku ubiegłym (2007 r.) Tolek podzielił się ze mną pomysłem stworzenia płyty z piosenkami Jaromira śpiewanymi po polsku i przez polskich wykonawców . Pomysł od początku wydał mi się wspaniały , bo i mnie jego piosenki , po każdym słuchaniu coraz bardziej wydawały się bliskie , mądre i piękne . Muzyczna prostota wspaniale przylegała do słów i sensów oraz do poetyckiej przestrzeni , która dla mnie jest najcenniejsza i znajduje się między nimi.

I wtedy nieoczekiwanie Tolek ni stąd i zowąd zaproponował mi zaśpiewanie na potrzeby wydawnictwa (CD) piosenkę „KOMETA” , w dopiero co powstających tłumaczeniach , które wtedy jeszcze nie były gotowe i powstawały w kilku miejscach u różnych tłumaczy . Zaczęły napływać wersje , które nie oddawały poetyckiego napięcia , a ja w międzyczasie przesłuchałem „KOMETĘ” w języku czeskim , którego nie znam , ale za to w wykonaniu Jaromira . Piosenusia zgrzebna , taka którą zagrać każdy może . Na 5-ciu akordach położony tekst w klasycznym balladowym stylu . Tak ją usłyszałem . I nagle wieczorem drogą internetową Tolek daje mi znać , że jest polski tekst , bardzo pięknie oddający czeską wersję „Komety” . Mam ten tekst przed oczami i nagle w głowie słyszę zupełnie inną piosenkę . Natychmiast próbuję ją śpiewać , ale jest wieczór , więc zostawiam sprawę do jutra . Następnego dnia rano dzwonię do Tolka i umawiam się na termin nagrania . W czasie pracy nad piosenką odkrywam bardzo muzykalnego Jaromira , ale tekst jest przecież najważniejszy . Więc wchodzę weń coraz głębiej i odnajduję tam teren uporządkowany i pod kontrolą autora . Powstają napięcia wywołujące ciarki na plecach . Jest już gotowy wstępny aranż więc mogę nagrywać , mam do czego śpiewać . Rejestruję wersję , z której jestem dość zadowolony ... oddałem chyba ducha piosenki Jarka – tak myślałem . Poprosiłem by po wstępnym zgraniu Tolek przysłał mi nagranie . W domu zaś słucham w międzyczasie innych piosenek Jarka . Powstają piosenki w wykonaniu Elżbiety Wojnowskiej , Stasia Sojki , Artura Andrusa , Tolka Murackiego , Andrzeja Sikorowskiego i innych ... słucham jeszcze raz „KOMETY” w wersji koncertowej i ... słyszę , że zarejestrowałem melodię ... ale nie Jarkową ! Przetworzyłem ją i zawinąłem jakoś po swojemu . Tak być nie może ! Zacząłem pracę od początku . Ułożyłem frazy muzyczne tak by były jak u Jarka (bo przecież nie chodziło o to bym stworzył swoją wariację „na temat” , ale bym pokazał Jarka polskim słuchaczom , takim jaki jest w swoich piosenkach) . Przepracowaną piosenkę zarejestrowałem po raz drugi w studio w Warszawie , pilnując rzetelnie frazowania i pulsowania muzycznego . Po powrocie do Olsztyna w domu odsapnąłem . Ale nie czułem się pewnie . To co zarejestrowałem nie dawało mi spokoju . Po kilku dniach byłem z zespołem w trasie i jechaliśmy przez Warszawę , więc zajechaliśmy do Tolka . Poprosiłem i Tolek puścił ostatnie nagranie ... . Zaśpiewałem rytm , melodię , oddechy ... ale nie było najważniejszego !!!!!!! TEKSTU !!!!!!! Powiedziałem Tolkowi , że przyjadę jeszcze raz do studia . Jak będę gotowy dam znać.

Zacząłem śpiewać „KOMETĘ” na koncertach . Powoli zaczęła wyłaniać się „piosenka”. Zaczynałem mieć coś swojego do opowiedzenia . Powoli przenikało mnie co ukrył w słowach i pomiędzy nimi Jaromir . Prosto lecz z filozoficzną głębią opowiedział historię ludzkości . Jak zaśpiewać taki tekst ? Po czterech miesiącach zgłosiłem się do Tolka. Jestem gotów . Przyjechałem do niego do domu – tam też ma studio . Zaśpiewałem . Odczuwam spokój i pokorę . Jaromir Nohavica jest cennym bardem nie tylko dla Czechów, jest wielką wartością dla nas Polaków . Pisze o świecie który nas otacza, o ludziach którzy mieszkają zarówno w Brnie jak i w Olsztynie.
Cieszę się , że śpiewam „KOMETĘ” . To WAŻNA piosenka wśród piosenek moich i zespołu CZERWONY TULIPAN .
 

Stefan Brzozowski
 


 

Moje spotkania z Jarkiem - tak osobiste, jak i związane z jego twórczością - są okazjonalne i połączone głównie z praktyką zawodową jako tłumacza oraz wykonawcy. Pamiętam jednak to pierwsze. Jarek był wtedy gościem i „gwiazdą” organizowanego rokrocznie przez Piotra Bakala i SLM BALLADĘ - Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Autorskiej – festiwalu „bardów”. Wówczas oba te wstawione w cudzysłowy wyrazy miały jeszcze stare znaczenia, których miarą była wyjątkowość i coś w rodzaju kredytu społecznego. Dziś robi się dziwnie gdy pomyśleć, że nie było to wcale tak dawno. Tym nie mniej symptomy choroby dawały się już odczuć. Stąd długie nocne rozmowy w klubie festiwalowym przy piwie i wodzie mineralnej. Nie ma co ukrywać, że w typowo polski sposób narzekaliśmy. Byliśmy jednak rozgoryczeni, że OPPA - jeden z największych polskich festiwali odwołujących się do bardziej skomplikowanej wrażliwości niż zespół Ich Troje - w raz z całym środowiskiem twórców i słuchaczy - jest sukcesywnie wypierany na margines kultury przez wolne media, nawet te z misją. Mówiliśmy, że piosenka autorska i poetycka, która przez lata kształtowała sumienia polskiej inteligencji zaczyna być (miłe złego początki...) traktowana jako wstydliwy spadek po komunie, bez racji bytu w nowej, wolnorynkowej krainie szczęśliwości. Jarek przysłuchiwał się temu z nad szklanki krystalicznie czystej wody z lekkim zdziwieniem i zakłopotaniem, co musiało wreszcie sprowokować fundamentalne w takich razach „A jak to jest u was?”.

Wtedy okazało się, że w niewielkim, sąsiedzkim kraju ludzie chcą słuchać niegłupich piosenek w swoim własnym języku, a media publiczne im tego nie utrudniają. Przeciwnie, starają się wspomagać i rozbudzać te aspiracje. Wówczas po raz pierwszy dotarła do mnie zamiatana u nas pod dywan megalomanii prawda: Kulturalny naród to wcale nie taki, który wydaje z siebie wielu artystów dużego formatu, ale taki w którym wielka procentowo liczba ludzi chce owych artystów słuchać, oglądać i czytać. I tę lekcję odrobiłem dzięki Jarkowi.

Andrzej Ozga

 

 


Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się po koncercie Jaromira w radiowej "Trójce", Jarek powiedział mi, że uczył się na moich piosenkach, co uznałem za miły ale dosyć bezczelny komplement ponieważ jesteśmy prawie rówieśnikami, ale wtedy w studio im. Agnieszki Osieckiej wydarzyło się coś o wiele bardziej ważnego dla mnie - zobaczyłem na żywo, bo piosenki poznałem wcześniej, kogoś kto niezależnie co śpiewa ma bezustanny kontakt z zakochaną w nim widownią a to dla artysty największa nagroda za " bóle" i " męki " tworzenia.
Kiedy więc dowiedziałem się, że powstaje płyta złożona z jego piosenek tłumaczonych
na język polski poprosiłem o PANIE PREZYDENCIE. Do tekstu podchodziłem ponad
rok ponieważ rzeczywistość opisana u Jaromira nie przystawała do mojej a zbytnia dosłowność w przełożeniu tej piosenki trąciłaby fałszem, dlatego po długim zastanawianiu się postanowiłem tekst poświęcić mojemu prezydentowi, tym bardziej, że muzyka pasowała
do obu.
Dalej to już była łatwizna, tylko pół roku zastanawiania się i tekst był gotowy.
I bardzo się cieszę , że znajdę się na tej płycie.


Krzysztof Daukszewicz

 

 

 

Nie wiem dokładnie, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Jaromira oraz z nim samym. Na pewno było to w Warszawie i na pewno nie przypuszczałam wtedy, że będę śpiewać jego pieśni. Rodzice przywieźli parę płyt kupionych w Czechach, tata zaczął tłumaczyć pieśni na język polski, dzięki czemu stały się one bliższe i bardziej zrozumiałe. Potem sama zaczęłam śpiewać i włączać do mojego repertuaru piosenki Jaromira. Śpiewałam je zarówno na scenie jak i przy ogniskach harcerskich w środku lasu. Nikt z moich znajomych nie wiedział, co to są za piosenki, które śpiewam, a nazwisko Nohavica mówiło im niewiele więcej. Wkrótce jednak i oni przekonali się, że to wielka postać, gdy za moją namową przyszli na koncert.
Od pierwszych koncertów w Polsce Jaromir zagościł w moim domu i ciągle w nim pozostaje, głównie duszą, ale czasami też ciałem. Wychyla się do nas z plakatów i z półek, gdzie stoją jego płyty. Podczas jednego z nieoficjalnych spotkań zebrało się na śpiewanie. Tata wziął gitarę i zaśpiewał ze mną jedną ze swoich pieśni. Jaromirowi najwyraźniej się spodobało, ponieważ zaprosił mnie i mojego brata do zaśpiewania jednej piosenki na płycie po polsku. Powiedział, że dzieciaki muszą koniecznie zaśpiewać coś z dziecięcej płyty, niech sobie coś wybiorą i przetłumaczą. Wybór padł na „Hlídača krav”, a ponieważ jest to piosenka wesoła i z humorem, śpiewamy ją całą rodziną.

Ola Muracka

 

 

   Zadzwonił Tolek. Powiedział, że powinnam sama wybrać sobie piosenki Jaromira, które chciałabym zaśpiewać. Byłam na jego koncercie. Nie wiem jak inni słuchacze ale ja czułam się utulona a w uszach jeszcze brzmiały mi dwa utwory. „Jeleń” i ten drugi, zaśpiewany na bis, a’capella ...taki... no... z aniołem ...
Nikt nie mógł znaleźć nagrania tego utworu. Nie było go na żadnej płycie, żadnej rejestracji archiwalnej radiowej czy telewizyjnej.
Uparcie twierdziłam, że ten jest ważny...
   ...Anioł stróż...
   Po wielu dniach poszukiwań znalazł się pośród nagrań Jaromira z koncertów.
Przetłumaczenie tego utworu było niezłą łamigłówką... ale od kiedy go śpiewam, siedzi gdzieś z tyłu głowy i towarzyszy mi w różnych, doprawdy skrajnie różnych sytuacjach. Coś w nim jest takiego, że ulatuje w prawdziwe chmury i jeszcze wyżej, dalej... nad górami, na drugą stronę. Na drugą stronę czego?
   No właśnie... „Czego nie mam... nie mogę Ci dać”...

Elżbieta Wojnowska

 

 

 

Hm... Zadanie brzmiało: "Michał, napisz kilka słów o tym, kim Jarek jest dla Ciebie".
Kilka słów? Kim Jarek jest dla mnie? Zadanie już w samym założeniu jest niewykonalne, więc mogę sobie tylko nieco "pogdybać"... Mogę sam sobie zadać pytanie: kim bym dziś był, gdyby nie Jarek i jego piosenki?... A właściwie nieco inaczej powinno być to pytanie sformułowane: kim bym dziś nie był, gdyby nie Jarek i jego piosenki? Odpowiedź jest prosta: nie było by mnie tu, gdzie jestem obecnie, pewnie nie pisałbym teraz tych słów, pewnie bym nie śpiewał tego, co śpiewam i nie grał, tego co gram...
Ja mam szczęście w życiu. Mam szczęście spotykać na swojej drodze Ludzi Wielkich, od których mogę się uczyć... Ludzi Wielkich, którzy pozwalają mi uczyć się od siebie, a takich Wielkich Ludzi jest naprawdę niewielu. Miałem szczęście spotkać na swojej drodze Jarka, miałem i mam szczęście uczyć się od niego i od jego piosenek i mam nadzieję, że jeszcze długo będę mógł się od Niego uczyć. Uczyć tego, co podsumować mogę jednym słowem: Magia...
Jarku - dziękuję!


Michał Łanuszka
 


   O Jaromirze Nohavicy pierwszy raz usłyszałem, jakoś w trzecim roku lat dziewięćdziesiątych.

   Nie pamiętam od kogo. Prywatnie byłem wtedy trochę rozbitkiem życiowym wspomaganym od czasu do przez przyjaciół a i czasem przez wrogów. Na karku miałem jedną autorską płytę „Autoportret 1”,nagraną w Teatrze Witkiewicza w Zakopanem w 1988 , a w kieszeni półplaybacki z muzyką do „Świata widzialnego” z recitalem który miał swoją premierę w Teatrze im.Jaracza w Olsztynie, a nad którą wraz ze Zbyszkiem Łapińskim pracę ukończyłem niedługo wcześniej w Studio Radiowym S3 do adycji Sir Jana Borkowskiego na antenie PR2. Do tej muzyki, tam gdzie mogłem i tam gdzie, choć rzadko, ale mnie zapraszano, śpiewałem wiersze Josipa Brodskiego. Moją wersję historii rosyjskiego i amerykańskiego poety przedstawiałem- załatwiając sobie recitale sam, w każdym miasteczku i mieście które zastałem po drodze, jeżdżąc wtedy jak wieść niesie bezustannie i nieprzytomnie dużo po Polsce całej, choć nie tylko bo zahaczyłem europejskich pięknych Starych Miast dość dużo –boską Pragę, a później jeszcze więcej dalej i dłużej jeździłem (dwa razy jednak Pragę zaliczałem w podróżach} od Świeradowa ((przez Jasło, Krosno, Łańcut, Rzeszów, Jarosław, Przemyśl, Lublin, Białystok po Ełk, Augustów, Mrągowo, Olecko, Kętrzyn, Olsztyn, Sztynort Elbląg, Sopot-Gdańsk –Gdynię, Kołobrzeg, Koszalin, Szczecin, Police {miasta w Centralnej kiedy indziej policze i zacznę od Warszawy i Łodzi w miast powodzi }Gorzów Wielkopolski, Zieloną Górę, Poznań, Wrocław, Jelenią Górę, Karpacz, Świeradów Zdrój, Bielsko-Białą, Cieszyn, na kompas w zimie Ząb, Zakopane, Kraków, Krynicę, Nowy Sącz i Grybów, Sandomierz nieco w górę mapy , nieco niżej Dębice)) po Tarnów by wylądować w rodzinnych Gorlicach, 22 letnim Volkswagenem starym, którego byłem jedynym właścicielem i pasażerem zarazem, nie licząc gitary. Zdarzyło się też nieco wcześniej że z Łapą i w fenomenalnej formie Jackiem Kaczmarskim którego był to pierwszy po wielu latach powrót z „wojaczki” z Monachium do Polski, zaśpiewaliśmy trzy recitale, w których dostałem z przydziału zaszczytną role forlaufra (współcześnie –support), śpiewając wiersze

   J. Brodskiego w przekładach Stanisława Barańczaka, Katarzyny Krzyżewskiej i Wiktora Woroszylskiego .Wobec tego faktu, sporo czasu nad to, przypadkiem ( już w zasiedlonej przez kilka świetnych Osób, Opaczy) jakimś wczesnym letnim popołudniem trafiłem w TVP2 na półgodzinny film o czeskim Bardzie, mieszkającym w pięknie starym i sielsko swojskim domu, o Rzekę od południowej granicy Polski. Film, w konwencji przypowieści, z prześwietlonymi żywym Słońcem zdjęciami - ilustrowany był spokojnymi melodyjnymi balladami i gawędą bohatera etiudy, którą snuł w bajkowo kojący sposób, (sic)- urzekającą ucho „czecho- polszczyzną”. Pamiętam że niedługo potem w rozmowie telefonicznej Andrzej Szymański, kompozytor mieszkający w Euroregionie na styku Niemiec, Czech i Polski powiedział, że chciałby zorganizować spotkanie Bardów na Szczycie właśnie w Swieradowie Zdroju. Na reprezentacje wytypowałem i natychmiast zacząłem załatwiać kontakty do Wolfa Birmana, Jaromira Nohavicy i Andrzeja Garczarka - mojego serdecznego pierwszego Warszawiaka mentora z lat studencko-małżeńskich .Pomysł wziął w łeb i prysnął. Ale do wglądu pozostał. Minęło kilka lat i w mojej ‘”macierzystej” Trójce usłyszałem ukochane „Sarajewo” i kilka innych, równie mądrze lirycznych, wzruszających pieśni . Pewien byłem że stał za tym, jeden z najulubieńszych moich w świecie radiowych prezenterów muzyki max treści – „Mag” Piotr Kaczkowski, a co pochlebia mi zawsze kiedy o tym myślę - patron wraz z Januszem Deblessemem (spirytus movens) i cała Załogą Trójkową promocji medialnej mojej „Ave”. Nieco później, dzięki Leszkowi Bergerowi, który nota bene sam świetnie pisze i przekłada i którego wielką pasją jest Czeska Kultura i język, mogłem zobaczyć i usłyszeć pierwszy raz „na żywo” Jaromira w Teatrze Małym w Warszawie. Śpiewał sam akompaniując sobie przy gitarze i harmoszce.. Całości znakomitych wykonań kapitalnie napisanych i muzycznie zilustrowanych piosenek dopełniła wyjątkowa charyzma wykonawcy i wspaniała atmosfera na widowni. Dzięki Lechowi obejrzałem też w oryginalnej wersji „Rok diabła”. Uwiedziony do końca Postacią Jaromira Nohavicy, byłem gościem w domu Antoniego Murackiego i miałem wyjątkową okazję - słuchając piosenek z CD, konfrontowania czeskich tekstów z ich niezwykle udanymi przekładami na język polski, jak się potem okazało autorstwa gospodarza. Zagadkowy do końca wydaje mi się fakt że przez te lata bywaliśmy wspólnie w tych samych miejscach i o tym samym czasie, żeby tylko wspomnieć pobyty Jaromira Nohawicy w Polsce na OPPA , w „Przechowalni” u Elżbiety Adamiak i Andrzeja Poniedzielskiego, jako gościa III Programu P.R., czy „Antologii „ Tolka Murackiego (wtedy odmówiłem porecitalowej gościny bo chodziłem na rzęsach po swojej trasie) .Nigdy nie zamieniliśmy w tym czasie ze sobą słowa, chociaż nie brakowało do tego okazji. Raz, 3 lub 4 lata temu podczas Krakowskiego Studenckiego Festiwalu Piosenki w przyjaznym geście, też bez słowa podaliśmy sobie dłonie. Kiedy piszę te słowa jestem zaproszony do dwóch koncertów promujących płytę „Świat wg Nohavicy”. W Krakowie i Ostrawie wystąpię obok świetnych polskich wykonawców. Zaśpiewam dwa świetne męskie teksty „Mikymauz”, i „Plebs blues” w przekładach Antoniego i muzyką Jaromira -w nowych, aranżacjach. Nareszcie po około piętnastu latach zgodziły się terminy o czym zawiadamiam nie ukrywając przejęcia i wzruszenia. Fakty z mojego życiorysu zawarłem dlatego, by wesprzeć się na duchu ,dać sobie tytuł i prawo do reprezentowania piosenek Jaromira Nohavicy i po to by podkreślić ilu ludzi na to pracowało, nie licząc bardzo licznej wspaniałej Szanownej P.T. Publiczności - Pokolenia dobrej literackiej piosenki na całym Świecie .

Z poważaniem, Mirek Czyżykiewicz. W Opaczy ( o której więcej innym razem) w listopadzie 2008 roku. Dokończono w Gorlicach na dziewiczych klawiszach małego laptopa po nocach i trudach korektorskich których nie przeliczysz. Tu ukłony dla Krysi. I Mistrza Nohawicy.
Ahoj!

 

 

Złączyła nas woda

   Po pierwszym koncercie Jaromira w Warszawie w 1998 roku odbył się bankiet artystyczny w kawiarni Telimena. Mimo wielu interesujących postaci ze świata artystycznego, największym zainteresowaniem obdarzałem oczywiście Nohavicę, który zrobił na wszystkich piorunujące wrażenie na scenie Teatru na Woli.

   Na uroczystej kolacji trzymał się jakby na uboczu i popijał wodę. Siedziałem vis a vis i także popijałem wodę. Atmosfera wokół powoli tężała, gdyż  brać artystyczna nie pozostawała obojętna na cięższe alkohole i już po dwóch godzinach trudno było złapać kontakt werbalny. A my obydwaj nadal piliśmy wodę, wymieniając niekiedy znaczące i trzeźwe spojrzenia. Nie rozmawialiśmy dużo, nie znaliśmy się wszak, czytaliśmy raczej ze swych zachowań i reakcji.

   Gdy, dziś o tym myślę, sądzę, że moja życiowa przygoda z Jarkiem zaczęła się od litrów wspólnie wypitej czystej wody na bankiecie w Telimenie. Była to więc najbardziej kulturotwórcza woda, jaką wypiłem w życiu, a nie znałem przecież wtedy piosenki, której premiera właśnie dziś...

   Stąd moja szczera rada – jeśli chcecie przeżyć coś wielkiego i prawdziwego – pijcie czystą wodę.. Łączy ludzi.

 

Tolek  Muracki

 


 

   Gdy dostaliśmy propozycję nagrania dwóch pieśni Mistrza na płytę „Nohavica po polsku” ogarnęła nas radość i lekki niepokój.

   Jest taka zasada zwana prawem pierwszych doświadczeń. Wedle niej m.in. każdy pierwowzór wielkiego dzieła jest prawem a każda następująca po nim nowa wersja wykroczeniem przeciwko temu prawu. Kara za to jest nieuchronna lecz można ją złagodzić próbując autorowi pierwowzoru dorównać, co w tym przypadku jest niewykonalne, albo czyniąc dziełu możliwie najmniejszą krzywdę.

   Jak widać zadanie było i niełatwe i niebezpieczne. Największą przeszkodą do wzięcia była decyzja co mistrzowi zepsuć.

   "Robinson” wydawał się nam tak bukowińską pieśnią że jego wybór był oczywisty. W naszym wykonaniu brzmi jak inne nasze pieśni i pozostaje jedynie mieć nadzieję że ten fakt nie wyrządza mu zbyt ogromnej szkody.

   „Długa cienka struna” korciła tym że jest niezwykle piękna, mniej znana, mistrz nie grywa jej na koncertach bo jest nagrana na fortepianie co otwiera pole dla własnej gitarowej transpozycji a także oddala nas od jakże niebezpiecznych bezpośrednich porównań.

   Wyrok w tej sprawie oczywiście należy do słuchaczy jednak wskazując na owe okoliczności a także na świadomość popełnienia czynu oraz wykazaną szczerą skruchę pozwalamy sobie liczyć na łagodny wymiar kary.

Sprawcy

 

Wolna Grupa Bukowina

 


Wracając myślą do moich pierwszych spotkań z pieśniami Jaromira zauważam, że najmocniejszym przekazem, który do mnie wówczas docierał, była ich, hipnotyczna wręcz melodyka. Przez długie tygodnie „chodziły” za mną motywy tych pieśni i zaczynało to graniczyć z obsesją. W kółko ich słuchałem i grałem na gitarze, urzeczony ich prostotą i pięknem. Ale wciąż mi było mało. Chciałem wiedzieć , gdzie tkwi tajemnica ich magnetyzmu. Myślę, że potrzeba zrozumienia tej magii skłoniła
mnie do pierwszych prób przetłumaczenia piosenek Nohavicy; chciałem wiedzieć dokładnie o czym są i jak są zrobione. Trochę jak z obrazami, które wywierają wrażenie z pewnej odległości, więc podchodzimy bliżej i jeszcze bliżej, w nadziei, że odkryjemy technikę twórcy, zdemaskujemy metodę, zbliżymy się do tajemnicy…
Już dobre 10 lat przyglądam się tym pieśniom i widzę ich materię z różnej odległości, ale nie pytajcie – jak są zrobione i co sprawia, że urzekają kolejne pokolenia słuchaczy…
Wiem jedynie tyle, że „działają” i wywołują charakterystyczny dreszcz wzdłuż kręgosłupa.


Antoni Muracki


Im dłużej zastanawiałam się co wybrać z bogatego repertuaru Jarka, tym częściej zaczynałam żałować, że nie jestem mężczyzną. Świat jego pieśni i piosenek jest  niewątpliwie światem  widzianym  oczami mężczyzny. Nic więc  dziwnego, że miałam obawy czy będę w swoim wyborze wiarygodna. Wątpliwości takie towarzyszyły mi nie po raz pierwszy. Zdarzały się gdy sięgałam do  Okudżawy, Brela czy Kaczmarskiego. Bezpiecznie poczułam się wybierając to co bliskie kobiecemu sercu – lirykę. Znając trochę siebie nie mogę wykluczyć, że kiedyś odważniej  sięgnę do Jarkowej skarbnicy, bo przecież „...dokud se zpiva jeste se neumrelo”.

Edyta Geppert

 

Inspirujący i precyzyjny

Krysia Tuliszka poprosiła mnie o tekst  nt. Jarka Nohavicy i jego pieśni na jego stronę internetową w Polsce. Chętnie, czemu nie? - Zakładam jedynie, że piszę do jego fanów, no bo nie lubię pisać w próżnię.

Słówko wstępu. Trudno jest jednemu artyście pisać o innym, zwłaszcza z tej samej branży, podobnej dziedziny, wręcz z tego samego gatunku. My – sami śpiewający ballady – postrzegamy kolegów z estrady zwykle w sposób bardzo wyostrzony: albo jesteśmy całkowicie „za”, albo totalnie „przeciw”.

Nie ma środka, nie ma obojętności. Jeśli jest…, to jedynie na zewnątrz, w grzecznym zachowaniu form, wzajemnym uprzejmym traktowaniu się. Bardzo byście się zdziwili, gdybyśmy Wam szczerze powiedzieli, co każdy z nas myśli o tzw. kolegach z branży.

Czy powinniśmy się wstydzić? – długo myślałem i odpowiadam: chyba jednak nie!

Każdy artysta musi zamknąć się w sobie, skupić na swoim świecie, swoim warsztacie, swoich myślach i realizacji swoich planów. Wszystko, co nas rozprasza, to wróg, przeszkoda, balast. Chyba, że…

I tu do sedna. Bywają artyści-koledzy inspirujący. Tacy, że wobec ich twórczości nie da się przejść obojętnie. Bo widać, że oni odnaleźli już jakąś drogę, zdobyli jakąś umiejętność, stworzyli jakiś język, coś nazwali, określili, namalowali, opisali, wyśpiewali.

Taki jest dla mnie Jarek Nohavica.

W warstwie tekstowej – piekielnie inteligentny. W melodyce – świeży. W opracowaniach aranżacyjnych – niezwykle dokładny i oszczędny.

Ale i tak największym mistrzem jest dla mnie w kontakcie z widownią. Bardzo uprzejmy, dowcipny, kulturalny, na luzie, zabawny, ale nigdy nie pozwalający sobie na przekroczenie granicy dobrego smaku. Widziałem go za kulisami kilku koncertów. Nigdy nie lekceważył publiczności, nigdy nie uznał, że teraz już go „kupili”, że już może wszystko. O nie, czuwał nad wszystkim i precyzyjnie wypełniał swoje zadanie do końca, podczas każdego z koncertów, które obserwowałem.

Na pewno - Jarku - piszesz mądre teksty i piękne piosenki, ale dla mnie największym mistrzem jesteś w precyzyjnej grze na uczuciach i zachowaniach publiczności.

Jak się tego nauczyć?

Paweł Orkisz
PO, Kraków, 5.11.2008


 

 

Wczoraj 4.11 Jaromir był gościem Teresy Drozdy w Radio Dla Ciebie, gdzie razem z Tolkiem Murackim opowiadali o nowej płycie Swiat według Nohavicy. Możecie posłuchać tej rozmowy.

 

 

ANDRZEJ SIKOROWSKI O JARKU NOHAVICY
 

Z Jaromirem Nohavicą   poznaliśmy się  w Teatrze Polskim w Czeskim Cieszynie.To był koniec lat osiemdziesiątych. Śpiewałem z „Pod Budą” na jubileuszu teatru a Jarek tam po prostu był.  Ja o jego istnieniu wiedziałem, to nie była dla mnie postać anonimowa. Wiedziałem, że jest  czeski bard Jaromir Nohavica.

Po koncercie Jarek zaprosił nas do swojego cieszyńskiego mieszkania, powiedział, że zna moje piosenki, że go interesowały. Można powiedzieć, że wymieniliśmy pewien rodzaj koleżeńskich komplementów ludzi, którzy zajmują się podobną „działką” czyli po prostu piszą autorskie piosenki. Mówił, że się z polskich gazet uczył języka polskiego, że niektórych polskich artystów bardzo dobrze zna, że szanuje… wiedział sporo o Grechucie. Puszczał nam piosenki z płyty, na której jest Divne stoleti . Grał  nawet na tej swojej śmiesznej harmoszce. Gadaliśmy trochę o planach koncertowych, o płytach  itp Było to bardzo miłe spotkanie, jak zawsze gdy spotykają  się ludzie, którzy myślą podobnie...  Potem ja go zaprosiłem do siebie, do Krakowa. Cieszyłem  się, że jest z nami, to bardzo ciepły człowiek, zrobił świetne wrażenie na moich kobietach na żonie i na córce. Zresztą do dzisiaj go uwielbiają. Odnoszę wrażenie, że jest pewien rodzaj chemii, który ludzi łączy i ja tę chemię mam zbliżoną do niego. Nie należę do ludzi gadatliwych specjalnie, a Nohavica też nie jest gadułą. Myślę, że udało nam się wznieść na wyższy stopień intymności, polegający na tym, że potrafimy z sobą milczeć. To jest bardzo miłe, że potrafimy siedzieć z sobą na przykład przy kawie czy herbacie, czy nawet alkoholu, którego on nie pije, bez zbędnych słów.

Jarek ma przywiązanie do swojej artystycznej niezależności. Ja zawsze byłem człowiekiem postrzeganym przez zespół. Zawsze się mówiło o Sikorowskim – Pod Budą. I ja się zresztą tak identyfikowałem i nawet jak próbowano mnie jakoś dowartościować, to mówiłem, że to zespół, wypadkowa ludzkich umiejętności i słabości. Mimo tego, że miałem świadomość, że napędzam tę kapelę. No bo nie ma zespołu jak nie ma piosenek, które ja piszę. Jarek był pierwszą chyba osobą, która powiedziała mi, że jeżeli mam ochotę być sam, pracować na własne nazwisko, to muszę się pozbyć pewnych sentymentów nawet tych towarzyskich. Bo bycie artystą to jest pewien rodzaj posłania, które gdzieś się wypełnia i jeżeli chce się być uczciwym wobec siebie, wobec wiernej publiczności, to względy towarzyskie są mniej istotne. Bardzo wiele mi to dało, bo Jarka uważam za autorytet. Jeżeli on mówi coś, to posiada to pewien ciężar gatunkowy. Jeśli on to mówi z estrady, podpiera to gitarą i jakąś frazą muzyczną to  ciężar gatunkowy tej wiadomości rośnie. On nie odkrywa może nowych światów, ale w bardzo ładny i prosty sposób opowiada o sprawach istotnych. Taki dar opowiadania ma bardzo niewielu ludzi, niewielu filmowców, niewielu malarzy, niewielu piosenkarzy. Tym się zresztą wyróżnia. Powiedzenie o kimś, że jest bardem (to jest bardzo pojemne słowo) znaczy bardzo wiele i bardzo niewiele…A on jest prawdziwym bardem, bo przy pomocy piosenek, czyli tych form traktowanych trochę lekceważąco, zupełnie niesłusznie,  potrafi powiedzieć tyle co traktat filozoficzny. Dobra piosenka w trzy minuty potrafi przekazać tyle ile niejedna książka…

Mimo, że kontakty są sporadyczne, że się nie tak często widujemy, no bo żyjemy w dwóch różnych krajach, to wiem, że gdzieś tam w Czechach jest facet, który się nazywa Jaromir Nohavica i to jest bliski mi człowiek.

 

Andrzej Sikorowski opowiadał o Jarku 12 maja 2008w trakcie polskiej trasy koncertowej .

 


 


O płycie  „ŚWIAT wg NOHAVICY”
Tolek Muracki
 

   14 maja 2006 roku postanowiliśmy wspólnie z Jaromirem, że powstanie płyta z Jego piosenkami, śpiewanymi przez polskich wykonawców. Była to naturalna kontynuacja projektu koncertowego „Nohavica po polsku”, wykonywanego z powodzeniem, m.in.: w Amfiteatrze Zielonogórskim, w Nowym Sączu, czy Niepołomicach na Festiwalu „Ballady Europy” i wydawała się niespecjalnie skomplikowana. Ech, ludzka naiwności…

   Ale praca ruszyła. Jej kamieniem węgielnym stał się szary zeszyt 60-kartkowy, w którym miałem zapisywać wszystkie działania, mające skutek finansowy dla całego przedsięwzięcia.

   Obecnie, gdy praca jest skończona, ten zeszyt , poza liczbami, zawiera również historię moich producenckich wzlotów i upadków. Bo prawdą jest, że nigdy dotychczas nie zmierzyłem się z zadaniem równie skomplikowanym , co delikatnym.

    Na początku były więc same kardynalne pytania: co wybrać z pieśni jarkowych i kogo zaprosić do ich śpiewania?  O ile w odpowiedzi na pierwsze pytanie pomogła mi nieco ankieta do trzydziestu najzagorzalszych fanów i znawców twórczości Nohavicy sprzed kilku lat, o tyle na drugie –musiałem odpowiedzieć sobie sam…

   Wtedy w maju nie wiedziałem, że projekt się tak rozrośnie, że będzie realizowany w 5 studiach nagraniowych, że wystąpi w nim 21 wokalistek i wokalistów,25 muzyków, 9 aranżerów…

Gdybym wiedział…też bym go zrealizował.

   Wszyscy artyści, wchodzący w świat piosenek Jarka, przyglądali się mu swoimi oczami, dokładając swoją wrażliwość i upodobania estetyczne. I mieli w tym zakresie pełną artystyczną swobodę - oczywiście w pewnych rozsądnych granicach /He,He!/. Na moje szczęście, ale i nieszczęście, większość  z zaproszonych gości  to  perfekcjoniści, którzy nieustannie coś dopieszczali i poprawiali na jeszcze lepsze. Ale gdy twórca  pieśni jest człowiekiem żyjącym – to chyba zrozumiałe…

   Z satysfakcją, ale i obawą oddajemy płytę w Państwa ręce. Obyście bawili się i wzruszali w czasie jej słuchania podobnie ja my,  w trakcie pracy nad nią.

   „Świat wg Nohavicy” zaprasza!!!

 


 

Przyznaję się do porażki


Kilka razy zabierałem się do tłumaczenia piosenek Jaromira Nohavicy i dokładnie tyle samo razy okazywało się, że nie potrafię. Nie chodzi o znajomość języka, chodzi o znajomość życia. Jeszcze za mało wiem, żeby próbować dopasować swoje słowa do historii opisanych w piosenkach Nohavicy. Jarek jest precyzyjny, nie używa zbędnych słów, ale też żadnego potrzebnego nie przeoczy. To co chce nazwać, nazywa tak, że celniej się nie da. Dlatego tłumaczenie Nohavicy na inny język nie może polegać wyłącznie na odtworzeniu fabuły w tym samym rytmie, w takiej samej liczbie sylab. Tu chodzi o coś znacznie trudniejszego – o przekazanie emocji. Chodzi o znalezienie tak samo precyzyjnego, poetyckiego ale nie „przepoetyzowanego” sposobu opowiadania o życiu. Ale najpierw trzeba się o nim dużo dowiedzieć. Uczę się i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się na przykład znaleźć polski odpowiednik jednego z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających wyznań miłosnych: „škoda bude těch let kdy jsem tě nelíbal”.


Artur Andrus
 

 

 


biografia
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line