JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


RECENZJE CD
 

Polska recenzja CD "Tak mě tu máš"
Chory na wyobraźnię - 4. 8. 2012
 

 

     Lipiec 2012 roku okazał się wielkim triumfem Jaromira Nohavicy, jego najnowsza płyta „Tak mě tu máš“ znalazła się bowiem na szczycie listy najchętniej kupowanych albumów w Czechach. Krytycy wypowiadają się o niej w samych superlatywach, w recenzjach zaś próżno szukać zarzutów i narzekań. Co takiego kryje w sobie te czternaście pieśni ostrawskiego barda? Każdy odbiera je na swój sposób, mają jednak niesłychanie ważną, wspólną cechę: nie można odmówić im umiejętnego balansowania między melancholią, humorem i miłością. Pomimo, iż z niemal każdego wersu sączy się gorzkie podsumowanie nowego stulecia, słuchacz nie jest pozostawiony w mollowym nastroju. Zamiast tego otacza go wir poezji i błyskotliwej gry języka, śmiertelną powagę przeplatają żarty i iskry nadziei. Zapraszam Was na podróż po nowym albumie Nohavicy, utwór po utworze.

     Ta podróż to właściwie rejs rzeką, płytę otwiera bowiem kompozycja „Řeka zapomnění“, która przedstawia mroczną i smutną wizję naszego losu. Ludzie z różnych epok podążają tu mętnymi wodami Nilu do otchłani, oglądając po drodze marnotrawne krainy, które raz po raz zapadają w niepamięć. Ciśnie się na usta, że nie można wstąpić dwa razy do tej samej rzeki, naszej łodzi zaś nie sposób zawrócić. Na pokładzie tańczy obłędny tłum, sternikiem jest upływający czas. Tragiczny motyw fal niosących ku przeznaczeniu podejmuje również pieśń „Zbloudilý koráb” – przejmująca opowieść o zagubieniu w miłości. „Zabłąkany statek mój w czarnym huraganie / Gdy już padniemy – nikt nie wstanie” – tak autor komentuje swoje zdruzgotane uczucie, porównując grzebienie morskich fal do ukochanej burzy lnianych włosów. Trudno spodziewać się tu szczęśliwego zakończenia – brzeg jest daleko, kompas już dawno stracił kierunek, dziób kieruje się do dna, a los pozostaje tylko w rękach morskiego diabła. Smutne? Niemniej mroczne przesłanie niesie pieśń „Kupte si hřebeny”, przywołującą przed oczy czasy komunizmu. Jest to ukłon w stronę twórczości z lat 80., przeniesionej na współczesny grunt. Opowiada bowiem nie tyle o walce z totalitaryzmem, co o tłumach podążających ślepo za kolejnymi ideologiami. „Kupcie sobie grzebienie, nadchodzą wszawe czasy! Jutro jest odziane w łachy łapserdaka...” – tak brzmi przesłanie autora, który przypomina, że widział już ulice pełne haseł i zakrwawionych flag, z rozbrzmiewającą wokół Międzynarodówką.

     Zapytacie pewnie: gdzie ten humor, który zachwalałem we wstępie? Wbrew pozorom wcale go nie brakuje. Najczęściej służy on jako narzędzie do przystępnego podjęcia trudnych tematów. Warto wspomnieć, że Jaromir Nohavica odważył się poruszyć na swojej nowej płycie szereg drażliwych kwestii, czasami bardzo odległych dla Polaków. Przede wszystkim – jako rodowity mieszkaniec Moraw – napisał pieśń „U nás na severu”, satyrę na swoje rodzinne strony. Ponoć w tej „dziurze świata” szwendają się mamuty i małpoludy, w centrum Ostravy tryskają gejzery, każda familia liczy po dziesięć dzieci a psy z biedy karmi się chwastami. Wbrew pozorom tak dosadny humor nie wywołał prawie żadnych kontrowersji, czego nie można powiedzieć o utworze „Dežo“, który sprowadził na autora prawdziwą lawinę krytyki. Opowiada historię białego człowieka, który znalazł się w „czarnej” dzielnicy i spodziewa poważnych kłopotów ze strony tytułowego zbira: „Dežo ma noże / A ja, Panie Boże / Gołą dłoń / Mówię sobie Du bist ein Esel  / Gdzie ja wlazłem? / Idę stąd“. W refrenie bohater twierdzi, że ma białą skórę, przez co świeci się jak dukat pośrodku szulerni. Pada tam kluczowe pytanie „Czemu nie urodziłem się czarny?”. Cała historia – zgodnie z przewidywaniami – kończy się boleśnie – „Moje włosy stare / Wyszły mi przez te lat parę / Na łyso / Dežo we drwinie / Mówi mi: skinie! / Dokąd to?”. Tak dosadne ujęcie tematu wywołało w Czeskiej Republice małą burzę, natychmiast pojawiły się głosy o podżeganiu do rasowej nienawiści wobec Romów. Na szczęście zwyciężył zdrowy rozsądek, autor zaś cierpliwie wytłumaczył, że pieśń „Dežo“ napisał w obronie słabszych przed brutalnymi większościami, i nie należy doszukiwać się w niej ukrytych przesłań. Wracając do humoru – jego bardziej melancholijną odmianę można dostrzec w utworze „Moskevská virtuálka”. Gorzka satyra skierowana jest tu w stronę Moskwy, ojczyzny pisarzy i niezapomnianych bardów. Dziś z wielkiej kultury nie zostało już nic – Jaromir Nohavica tak komentuje swoje wrażenia z „nowej Rosji”: „Szwendam się Twerskim bulwarem / I kupuję kompakt diski / Rubel kocha się z dolarem / A wódka miesza z whisky (…) Wszystko, czego szukasz gdzieś jest / Mówi mi śliczna Tania / Miłość, wiara, nadzieja? / O nie, do swidanja!”. Pod pomnikiem Bułata Okudżawy urzędują hiphopowcy, na Placu Czerwonym znów startują defilady – nie pozostaje nic, tylko kupić matrioszkę i w duchu nowych czasów wyryć na jej zadku napis „Jerry was here”...

     Podczas słuchania albumu niemal natychmiast odczuć można wielkie pokłady melancholii i zawodu wobec dzisiejszego świata. Czy autor nie widzi przyszłości w jasnych barwach? Jak się właściwie czuje na progu nowego tysiąclecia? Na ten grad pytań doskonale odpowiada tytuł płyty, będący zarazem wersem pieśni „Minulost”. Ponoć każdy będzie musiał prędzej czy później zmierzyć się z przeszłością, która zapuka niespodziewanie do drzwi i powie „Oto jestem, cała twoja! Jeśli mnie znasz, zaproś mnie do dalszego życia.”. Nie da się jej odmienić, nie da się odzyskać straconych chwil, można jednak pogodzić się ze wszystkim, co minione. W podobnym duchu utrzymany jest utwór „Jiné to nebude”, w którym Jaromir Nohavica zamiast gonić wczorajszy dzień i mnożyć narzekania, dziękuje losowi za wszystko, co mu się przydarzyło. Jak wskazuje sam tytuł – nic nie będzie inne, nic się już nie zmieni, przyszłość zaś skrywa ciemna zasłona, której nie prześwietli nawet największy pesymizm.

     Twórczość Jaromíra Nohavicy od zawsze charakteryzuje niepowtarzalna harmonia dźwięku i poezji, na najnowszej płycie udowodnił on, że jest nadal w świetnej formie. Co prawda w pieśni „Já chci poezii” ubolewa: „Wszyscy chcą ode mnie podpis albo kasę. Dlaczego nikt nie chce dyskutować ze mną o sonetach Karla Hynka Machy? (…) Ja chcę poezji, tylko trochę zrozumienia, ale tu gdzie żyję, nic z tego nie ma”, jednak nie przeszkadza mu to w tworzeniu mądrych i głębokich tekstów. Za takowy uważam utwór „Zlo sedí v rohu pokoje”, którego mnogość internetowych interpretacji wciąż mnie zaskakuje. Łączy on tajemniczość, sceptycyzm i ospały ton, próbuje odpowiedzieć na pytanie, czym jest czające się zło. Lżejszej gatunkowo poezji można doświadczyć w krótkiej kompozycji „Andělé moji” – na pewno przypadnie ona do gustu miłośnikom nohavicowej gitary.

     Aby nie pozostawić Was pośród rozważań o przemijaniu, na koniec opiszę dwa utwory o miłości. Pierwszy z nich, zatytułowany „www.idnes” nie napawa optymizmem, stanowi bowiem miks nagłówków z „czarnej kroniki” portalu iDNES oraz historii rozstania dwojga ludzi. I tak, pośród ogromnego natłoku tekstu dramat przeplata dramat – „Pospieszny zderzył się za Pragą z drzewem / Folk to tylko głupia potrzeba podzielić się z kimś swoim gniewem / Podwójna śmierć pod wieżą z obornikiem, samowolną konstrukcją / A gdy Cię boli serce, nie ma gdzie iść po instrukcję”. Studnia rozgoryczenia wciąż się pogłębia, na koniec pojawia się wniosek, że za śmiercią przemawia więcej powodów, niż za życiem. Na szczęście drugi ze wspomnianych utworów jest już znacznie „lżejszy”, opowiada o tęsknocie nie tylko za kobietą, ale też za... telegramem. Autor ubolewa nad faktem, że dawniej wysyłając telegram czuł się jak cudotwórca, jego osiem ciepłych słów podróżowało błyskawicznie drutami i pocztową motorynką. Dziś ta magia nie jest już nikomu potrzebna.

     Album „Tak mě tu máš“ zamyka pieśń „Vše co kdy kdo řekl”, prezentująca zaskakujący warsztat poetycki. Akcenty i sylaby tańczą w refrenie niczym w tuwimowskiej „Lokomotywie”, treść zaś jest – według autora – hołdem dla Czechów i Morawian, którzy u progu europejskiego zjednoczenia nie wypierają się swoich narodowych tradycji. Mnogość odwołań do czeskiej kultury może przytłoczyć polskiego odbiorcę, jednakże przesłanie wydaje się być jednoznaczne: język czeski nie zaginie, wszystko, co zostało powiedziane jest wyryte w granicie, „Wszystkie te słowa / Proste i zagmatwane / Będą niezapomniane”, prawda o krzywdach wyrządzonych przez agentów obcych spraw pozostanie kiedyś ponownie objawiona.

    Podsumowując – płyta jako całość jest niezwykle różnorodna, ale zarazem przemyślana. Przeplatają się style muzyczne i nastroje, na koniec zaś pozostaje poczucie melancholii – nie całkowicie smutne, lecz lekko pogodne, okraszone typowo czeskim podejściem do życia. Muzyczną nowością są akordeonowe popisy Roberta Kuśmierskiego, ukłonem w przeszłość zaś – dźwięki skrzypiec Jaromira Nohavicy seniora. Czy nasi południowi sąsiedzi słusznie wpadają w zachwyt nad nowym albumem? My jako Polacy z pewnością mamy inne odczucia, jednak nawet bariera językowa nie jest w stanie zmienić faktu, że „Tak tu mě máš“ to smakowity kąsek dla każdego wielbiciela piosenki poetyckiej.

 

Grzegorz Pietrzak

http://www.chorynawyobraznie.pl


biografia
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line