JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


RECENZJE KONCERTÓW
 

Recenzja koncertu Jaromira Nohavicy
Gazeta Wyborcza PoznańL - 13.1.2010


     Według Jaromira Nohavicy piosenki dzielą się na cztery kategorie: do słuchania, do tańczenia, do wspólnego śpiewania i... do niczego. We wtorkowy wieczór w Poznaniu artysta potwierdził, że w swoim repertuarze nie ma tylko tych ostatnich.
Andrzej Poniedzielski opowiadał swego czasu anegdotę o lekarzach, którzy wybierając się na koncert czeskiego barda, dyskutowali o tym, że w ich mieście "jest Nohavica". Młodsza koleżanka, przysłuchująca się dyskusji, wyznała później z ulgą: "Obawiałam się, że to jakaś nieznana jednostka chorobowa". Ktoś żartował, że grozi nam epidemia...

     Nohavica nie stał się przedmiotem uwielbienia mediów. Kto jednak miałby wątpliwości co do popularności czeskiego artysty, mógł przyjść na wtorkowy koncert, by zobaczyć kilka setek słuchaczy w różnym wieku, chóralnie śpiewających jego piosenki, potem owacyjnie go oklaskujących, a na koniec tłoczących się przy stoisku z niedostępnymi w Polsce wydawnictwami.

     Nohavica na pozór nie ma wielkich szans, by podbić publiczność. Na scenie pojawia się oto ponad 50-letni pan z akustyczną gitarą i harmonią guzikową. No i śpiewa głównie po czesku. A jednak porywa publiczność od pierwszej do ostatniej piosenki podczas dwugodzinnego koncertu.

     Po zaśpiewaniu pierwszego utworu, słynnego "Darmodzieja", wita się ze słuchaczami w swym ojczystym języku, a wreszcie mówi: "To, co teraz zrobiłem, to mówiłem po czesku". Przez resztę wieczoru zapowiada, komentuje - a czasem i śpiewa - już w naszym języku. Chwilami przekomarza się z publicznością, choćby wtedy, gdy mówi "Trochę mogłyby być większe te oklaski" - budząc entuzjazm. Potrafi też uczynić atut z własnego błędu, gdy w pewnym momencie śpiewa zamiast refrenu: "Zapomniałem tekst, muszę do następnej zwrotki".

     Zabawnie było i podczas śpiewania polskiej wersji piosenki o teleturnieju "Milionerzy", gdy artysta (świadomie czy przypadkiem?) zapomniał tekstu. Nohavica nie jest jednak ludycznym wesołkiem. Równie gorąco oklaskiwano także jego bardziej poważne, liryczne pieśni - zaśpiewaną po polsku "Gwiazdę", "Sarajewo", "Kometę", "Jaskółko, leć". W części utworów czeskiemu artyście towarzyszył akordeonista Robert Kuśmierski.

     Nohavica opowiadał o swej podróży z Ostrawy do Poznania przez zaśnieżone Drezno. Mówił, że dwa miejsca były szczególnie nieuprzątnięte i trudne do przejechania: "Wygrali Niemcy - tam było najgorzej, ale niestety srebrny medal - Poznań centrum". Publiczność śmiała się tym razem gorzko.

     Co różni Nohavicę od polskich bardów? Co sprawia, że jest tak magnetyczny?
Chyba przede wszystkim to, że w bezpretensjonalny sposób gra obok siebie ludową przyśpiewkę i liryczną, egzystencjalną pieśń, utwór rodem z kabaretu i refleksyjną balladę, arię z Mozarta (po czesku!) i "logopedyczną" piosenkę dla dzieci. Do tego ma wspaniałe poczucie humoru, wielką muzykalność i niekłamaną radość bycia na scenie. Tym wszystkim po raz kolejny zachwycił poznaniaków.

 

Tomasz Janas
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
 


biografia
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line