JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


RECENZJE KONCERTÓW
 

JAROMIR NOHAVICA W GDAŃSKU - RELACJA   
01.06.2010 - Gazeta Świętojańśka



Trudno powiedzieć, iż był to koncert kameralny, bo wszystkie miejsca były zajęte, a bilety wykupione na długo przed planowanym terminem koncertu - w kwietniu.

Niestety tragedia w związku z żałobą narodową zmusiła go do wysłania listu '...Jestem z Wami. Jedna z milionów świec całego świata na pamięć Polski płonie dziś też w moim domu w Ostravie. Poczekajcie na mnie, przyjadę Wam zaśpiewać trochę w lepszych czasach." Jak obiecał, tak zrobił.

Tylko nie przewidział, że połączy nas kolejna tragedia - czesko-polska powódź. Jego koncert przeplatany był pieśniami w języku polskim i czeskim, trochę nostalgicznych, trochę żartobliwych. Każdy mógł się czuć usatysfakcjonowany. Jak dla mnie, to czarodziej nastrojów. Potrafił w bardzo łagodny, bieszczadzki sposób opowiadać o miłości, rozterkach i zarazem kpić z otaczającego nas świata pozorów. Jaromir Nohavica nie jest już tak młody, jak w latach 80-tych, kiedy to rozpoczynał 'karierę' pieśniarza. Co przykuwało największą uwagę to naturalność z jaką potrafił zjednać sobie publiczność, tego dnia w Gdańsku było wielu równolatków Jaromira, ale tez osoby, które pierwszy raz miały okazję go zobaczyć i usłyszeć na żywo. Odpowiedni dobór słów zawdzięcza temu, iż zna doskonale naszych śpiewających bardów, potrafi przetworzyć ich utwory na język czeski, choć sam twierdzi skromnie, że to tylko próbka, a nie na serio. Nie chce przywoływać całej biografii pieśniarza, gdyż prowadzi dosyć dokładnie swoja stronę dla polskich fanów, na której można znaleźć wszystko, co nas interesuje. Dodam tylko, że za swoje teksty Nohavica został wpisany na indeks, miał zakaz występów publicznych, nie pojawiał się w telewizji i w mediach. Wyśmiewał więc absurdy otaczającej go rzeczywistości, stając się z czasem 'guru' kpiny z systemu komunistycznej propagandy.

Na koncercie dzielnie akompaniował mu na akordeonie Robert Kuśmierski. Razem zagrali kilka utworów. Powiem szczerze, że jeszcze nigdy tak szybko nie zleciały mi dwie godziny na koncercie. W żadnym wypadku koncert się nie dłużył. Widać było niesamowitą ochotę, z jaką Jaromir przystąpił do występu, mimo że miał za sobą dość długą podróż z Katowic, a następnego dnia oczekiwała go kolejna - do Olsztyna. Powiedział, że uwielbia przyjeżdżać do Gdańska i przechadzać się starymi uliczkami. Mimo tego, że uważa się za Czecha w 100% pochodzącego z Ostravy, muzyk mieszkał wiele lat w Cieszynie, do którego to okresu ma szczególny stosunek. "Trójkąt bermudzki" między Słowacją, Czechami i Polską to tygiel kulturowy, z którego muzyk stara się czerpać całymi garściami. Dowiodła to przeplatanka, jaką zagrał z Robertem.
Z mojej perspektywy dość ciekawy wydał mi się wątek dotyczący władzy, jaką daje internet. Kiedyś wystarczyło mieszkać w tyglu kulturowym, żeby czegoś się nauczyć, dziś wystarczy usiąść przed komputerem i napisać pieśń, aby za chwilę usłyszał ją cały świat. Jaromir zwykł siadać sobie w niedzielne popołudnie i pisać taki krótki żarcik na temat ostatnich wydarzeń oraz stworzył przez to swojego rodzaju blog muzyczny, na którym umieścił kilkaset takich krótkich utworów-fraszek. Nazwał je "wirtualkami". Oto jedna z nich.
Reasumując - uznałem w swoim dziennikarskim podsumowaniu muzycznego roku 2009 Jaromira Nohavicę za osobowość muzyczną. Myślę, że się nie myliłem. Warto było kupić tego dnia dość drogi bilet, aby "być" w Gdańsku. Porównałbym ten koncert do koncertu LUCa z Możdżerem przy promocji płyty 39/89, która miała miejsce przed kilkoma miesiącami również w starym kinie Neptun. Miejsce mimo swojej wielkości pozostaje kameralne i budzi wspomnienia. Liczy się też doskonała lokalizacja. Jednak, trochę żal mi było, ze organizatorzy nie postarali się o telebim, gdyż osoby zajmujące miejsca na balkonie w ogóle nie widziały występujących muzyków. Jak dla mnie na takich koncertach liczy się właśnie kontakt z publicznością , a jaki mógł być kontakt, jeśli Jaromir nie widział połowy publiczności? Pytanie pozostawiam otwarte i do przemyślenia na przyszłość. Brakowało też szatni, każdy więc starał się upchnąć kurtkę w swoje siedzenie, co przy duszności panującej w starych kinach kosztowało sporo energii. Mimo tych niedostatków, Jaromir zagrał kilka bisów i żartobliwie powiedział, że nie po to pokonał burze i nawałnice, aby wyjść bez bisów. Na koniec koncertu wymyślił jeszcze zabawną fraszkę, którą pobudził wszystkich do jeszcze większego aplauzu. Czułem się bardziej jak w teatrze. Publiczność żywo reagowała. Obok mnie siedzący ciągle śpiewali pieśni, przede mną jakiś starszy fan niemal nie urwał fotela, skacząc na zdezolowanym przez lata sprzęcie, a pan po prawej z kolei od początku bardzo przeżywał każde słowo Jaromira i powoli je powtarzał, jakby chciał je zapamiętać do końca życia Taki to był koncert. Niepowtarzalny, jak żaden inny, na którym byłem. Ach - kiedy Jaromir odwiedzi ponownie Trójmiasto ? Na razie przyjdzie nam się zadowolić tym, co znajdziemy na jego stronie : http://www.nohavica.cz


Tomasz Wilary
Źródło: Gazeta Świętojańśka

 


biografia
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line