JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


WYWIADY
 

Z "Mam niewidzialny plecak". Wywiad z Jaromirem Nohavicą
stacjakultura.pl - 17. 6. 2013

 

Człowiek nietuzinkowy, otwarty, serdeczny. Spotkaliśmy się z okazji wydania specjalnej płyty dla polskich fanów "Kometa. The best of".

Widzę, że wzbudza Pan dużo emocji wśród polskich fanów, jest tak na co dzień?

Jest. Myślę, że to normalne. Ważne, że wzbudzamy „jakieś” emocje, zainteresowanie ludzi – nie ważne jakie to emocje negatywne czy pozytywne – istotne jest, że nie pozostajemy obojętni.

 

Spotkaliśmy się dziś, odnośnie Pana nowego albumu „Kometa. The best of Nohavica”. Jest Pan zadowolony z efektu końcowego płyty?

Trudno było, najtrudniej było wybrać te czternaście pieśni, bo napisałem setki pieśni a tu kazali mi wybrać kilka i to tych już znanych i wykonywanych.

 

Właśnie w Pańskiej wypowiedzi odnośnie płyty, stwierdza Pan, że najlepiej byłoby spytać się Polaków, jakie utwory mają znaleźć się na albumie, ale „trzech Polaków i pięć różnych zdań”. Uważa Pan, nas za niezdecydowany naród?

To nie jest niezdecydowanie, każdy Polak jest indywidualistą, jest jedyny a ta jego prawda, jest jedyna i najprawdziwsza, każdy Polak jest jedyny na świecie. Mi to się bardzo podoba. Natomiast trudno z takimi ludźmi potem wybierać „The best of”, bo tych pieśni musiałoby być … dużo.
 

Czesi są inni?

Generalnie mówiąc jesteśmy podobni i inni. Myślę, że jeśli mówimy odnośnie „Komety” to byłoby podobnie, bo są chwile kiedy nie ma czasu na demokrację w sensie, musi być ktoś, kto powie „to, to, to i to...koniec”. I tak sam musiałem zrobić.

 

A nie łatwiej byłoby napisać czternaście nowych piosenek i nagrać je od początku do końca?
Tak, to jest jeden z dobrych pomysłów. Miałem taki i zrobię to.

 

Czyli mamy spodziewać się kolejnego albumu? Być może w polskiej aranżacji?

Myślę o tym cały czas. Mogę swobodnie wybierać między tym co będę robił a tym co już jest. „Kometa” jest płytą dla tych ludzi, którzy mnie jeszcze nie znają, którzy nie mieli dostępu do tych pieśni, to taki „pierwszy” pokaz tego co śpiewam. Zastanawiam się nad tym o czym pani mówi: zrobić jakąś płytę, naprawdę specjalną w tym sensie, że usiądę, napiszę czternaście nowych piosenek i wydam na polskim rynku, ale dla mnie to wyzwanie, więc musi to jeszcze dojrzeć we mnie. Mam taki niewidzialny plecak do którego wrzucam wszystkie napisane teksty i tak co dwa-trzy lata nazbiera się tej pisaniny i układam to w jeden album. Pieśni nie napiszę się ot tak, na zamówienie. Trzeba znaleźć temat, poszukać inspiracji, często smutnych.

 

No właśnie, jakie są Pańskie piosenki? Radosne, smutne, nostalgiczne? Czym wyróżnia się Nohavica?
Różne. Na początku lat 90-tych nagrałem płytę dla dzieci, którą do tej pory słuchają moje wnuczki. Z drugiej strony „Tak me tu mas” jest smutnym albumem. „Kometa” o której mówimy też w większości jest smutna. Czasami biorę do ręki akordeon i gramy pieśni z karczmy, pijackie. Smutne pieśni powinno pisać się nie pod wpływem chwili, wielkich emocji, tylko z dystansu. Powinny mieć swój morał, swoje „trzeźwe” przemyślenia. Smutne pieśni pisze się jak ma się „mocne nogi”, wtedy możesz dostrzec przestrzenie między sobą. Zazwyczaj ludzie piszą w chwilach smutku, ale na drugi dzień, kiedy emocje gdzieś ulatują, zostają tylko słowa, które wczoraj były arcyważne a dziś są tylko słowami – nijakimi.

Był taki jeden poeta, który mówił, że pisać powinno się sercem i rozumem. Jeśli pisze się samym rozumem, to ten tekst jest naukowy, a jeśli samym sercem to tekst jest krwawy. Przepraszam, za to, ale Polacy często piszą sercem, bez zastanowienia się. Trzeba mieć dystans.

 

Od ponad dwunastu lat przyjeżdża Pan do Polski. Ma Pan tu znajomych, tutaj koncertuje, jak Pańska twórczość odbierana jest przez polskich fanów?

Cieszę się, że jest pani dobrze poinformowana (śmiech). Dużo osób robi wywiady i nie wie o artyście nic. Dziękuję. Nie liczyłem tych lat, dobrze wiedzieć, że ktoś to śledzi, jeszcze trzeba policzyć ilość koncertów. Myślę, że setka już będzie. To by było fajne, gdyby pani powiedziała „127!”.

 

To może jakiś jubileusz?

Taaaak, to jest specjalność Polski. Zrobię, zrobię jak będę miał 30 lat koncertowania w Polsce (śmiech). Za 18 lat zagramy.

 

Wracając do pytania. Co czuje Pan przyjeżdżając do Polski, bo z tego co słyszałam, koncerty, które Pan gra są bardzo specyficzne, emocjonalne a wręcz intymne.

Była pani na moim koncercie?

 

Nie.

To zapraszam serdecznie, bo szczerze jak widzę panią to sądzę, że spodoba się pani to co robię na scenie. To nie są tylko koncerty, to także spotkanie z ludźmi. Tak samo jak trasa koncertowa – ja wyjeżdżam i na przykład nie gram tylko koncertu, bo dla mnie to pretekst. Pretekst do tego aby spotkać się z ludźmi, zobaczyć nowe miejsca, odwiedzić te ulubione, jak sklep muzyczny w Warszawie, gdzie kupuję różne instrumenty, śpiewniki.

Jest mi miło, że ci ludzie przychodzą na moje koncerty. Przecież mogą robić tyle różnych rzeczy w tym dniu: telewizja, internet, teatr, ale oni przychodzą. Każdy w życiu ma jakiś czas, to coś co dostaliśmy nieograniczonego, nie wiemy ile tego czasu mamy i z czasem ludzie mogą robić cokolwiek a oni oddają mi te dwie godziny w prezencie. Jesteśmy na jednym statku, płyniemy na jednym statku.

 

Uważa się Pan za kapitana tego statku? Czuje się Pan idolem?

Jestem kapitanem tego statku. Wymyśliłem go, stworzyłem i to ja trzymam ster. Demokracja w muzyce w porządku, ale to mój koncert i wszystko ma być tak jak powiem. Są czasami takie chwile jak ktoś krzyczy z widowni „Jaromir zagraj to czy to”. Na co ja „Ostrożnie, teraz będę grał to co ja chce. Może zagramy coś później”. Muszę być kapitanem, pani przecież teraz też jest kapitanem tej rozmowy. Ja mogę gadać cokolwiek, ale to pani ma ster i dopłynie do celu.

 

Czy jest coś takiego jak „brzemię kapitana”?

Ciąży mi czasami ta funkcja, bo przecież to nie jest tylko wybór pieśni na koncert czy na płytę. Decyduję o swoim życiu, mam dzieci, rodzinę, czasem najzwyczajniej mam już dość. Jest jedna zasada: rób to co sprawia ci przyjemność a reszta przyjedzie sama.

 

A jakie są Pana marzenia?

Nie mam konkretnych marzeń. Stawianie sobie celu, dążenie do niego akurat w moim przypadku, nie sprawdza się. Nie ma sensu. Sama droga jest celem, podążanie nią, życie jest celem. Może inaczej: moje indiańskie imię brzmi „ten, który komponuje i śpiewa pieśni”, ja znalazłem sam siebie.

 

Muszę przyznać, że świetnie mówi Pan po polsku. W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że mówi po polsku, ale myśli po czesku. Ciężko byłoby myśleć „po polsku”?

To jest miłe! Ja to powiedziałem kiedyś? To dobrze, że pani mi przypomniała (śmiech). Nie mógłbym przestawić się na polskie myślenie. Nie można myśleć jakąś konstrukcją, bo to ogranicza. Nie możemy sprzeciwiać się też naturze, a moją naturą jest to, że urodziłem się Czechem, tam mieszkam, jestem z tym językiem. A zrobienie z człowieka innego człowieka to błąd, a ja całe życie zostanę Czechem pełną gębą.

 


Katarzyna Charzewska

Źródło: stacjakultura.pl


biografia
v
ideo TV
v
ideo archiwum

jarek i polska
artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line