JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


Tłumaczenia tekstów- POLSKIE
 

 

Darmodziej
Dedykowana Karelowi Šiktancowi

Renata Putzlacher

Szedł wczoraj tędy gość
wydłużał dumnie krok
z okna widziałem go
więc wytężyłem wzrok
na flecie chorał grał
melodię niczym dzwon
i był w niej cały żal
cudowny długi ton
a ja widziałem nagle
że to on

Pobiegłem za nim wnet
w koszuli niczym duch
a pośród śmieci stert
brzęczały stada much
i boży świat już spał
pierzyna koi znój
idylla sennych ciał
gdy miłość stoczy bój
mnie tylko ciągle dręczył
pytań rój

Ja za nim biegłem w ślad
on miał nerwowy chód
ze skóry węża płaszcz
i bił od niego chłód
i spojrzał na mnie zły
ten bardzo dziwny pan
na twarzy ślady blizn
i ciało pełne ran
a ja wiedziałem nagle
skąd go znam

I brak mu było tchu
więc drżał ten dziwny gość
ten flet pożyczył mu
sam mistrz Hieronim Bosch
księżyc przyświecał nam
utonął w nocy dzień
ja domokrążcy cień
lecz już wiedziałem że to
Darmodziej
mój Darmodziej

Mój Darmodziej
losu pan z duszą wędrownika
on hula w snach naszych snach
światła dnia unika
mój Darmodziej
piękne zło jad ma pod językiem
gdy sprzedaje wszystkim nam
igły ze słownikiem

Szedł wczoraj tędy gość
słyszałem fletu zew
lecz go dosięgła złość
i w ziemię wsiąkła krew
podniosłem jego flet
i zabrzmiał niczym dzwon
i był w nim żal i gniew
cudowny długi ton
i pomyślałem nagle że
ja to on

Wasz Darmodziej
losu pan z duszą wędrownika
ja hulam w snach waszych snach
światła dnia unikam
wasz Darmodziej
piękne zło jad mam pod językiem
sprzedaję wam wszystkim wam
igły ze słownikiem

 

Darmodziej
Dedykowana Karelowi Šiktancowi

Antoni Muracki

Słyszałem jego krok
Wzdłuż mojej kamienicy
Utkwiłem chciwy wzrok,
gdy kroczył po ulicy

Chorałem flet mu brzmiał
donośnie - niczym dzwon
I był w tym cały żal
i czerń tysiąca wron
I wtedy zrozumiałem
nagle - że to on
że to on

Na boso zbiegłem w dół
wyszedłem mu naprzeciw
W podwórzu głodny szczur
buszował w stercie śmieci

Przy bokach ciepłych żon
gdzie chuć z miłością śpi
wtuleni w kołdry schron
rodzinny grali film
A ja tak chciałem znać
odpowiedź - dokąd iść
dokąd iść

Po bruku gnałem w dół,
żeby mu zabiec drogę
Miał płaszcz z wężowych skór
i wokół wiało chłodem

Obrócił ku mnie twarz
Swe oczy pełne wron
A blizny dawny blask
skrywały niby szron
I wtedy zrozumiałem nagle, kim był on
kim był on

Ze strachu ledwo szedł
i słaniał się jak kloszard
Do ust przykładał flet
od Hieronima Boscha

W niebie się księżyc tlił
jak lampa w ciemną noc
jak mój sumienia krzyk,
gdy rzyga schlane w sztok
I że to jest Darmodziej
czułem że to właśnie on
właśnie on

Mój Darmodziej, miłość gra, wierny naszym losom
Bard, który zna wszystkie sny i przemyka nocą
Mój Darmodziej, słodki grzech z jadem pod językiem,
Gdy sprzedać chce to co ma - igły ze słownikiem.

Przez miasto wczoraj szedł
ot - zwykły domokrążca,
A drogi jego kres
znaczyła krwawa wstążka

Flet jego wziąłem ja,
a brzmiał mi niczym dzwon
i był w nim cały żal
i czerń tysiąca wron
I wtedy już wiedziałem,
że ja to on
ja to on

Wasz Darmodziej, miłość gram, wiernym waszym losom
Bard który zna wszystkie sny i przemyka nocą
Wasz Darmodziej, słodki grzech, z jadem pod językiem
Gdy sprzedać chcę to co mam - igły ze słownikiem.

 

Darmodziej
Dedykowana Karelowi Šiktancowi

Jarosław Gugała

Przez miasto wczoraj szedł
Wędrował głównym traktem
Przez miasto wczoraj szedł
Ja z okna go widziałem
Na flecie pieśni grał
A brzmiało to jak dzwon
I był w tym wieczny żal
Ten piękny długi ton
I nagle zrozumiałem
Że przecież to jest On
To jest On

Wybiegłem na ulicę
Już do snu rozebrany
Tam śmieci z popielnicy
W nich szczury się chowały
A w ciepłych łóżkach sen
Miłość, niemiłość i
Zwolniony obrót scen
Rodzinnych zwykłych dni
Odpowiedź chciałem mieć
Na pytań moich plik
Pytań plik

Na na na na…

Dognałem go chwyciłem
za dziwny jego płaszcz
cały z wężowej skóry
szedł z niego zimny wiatr
Gdy w twarz mu popatrzyłem
On wrony w oczach miał
A wokół oczu bliznę
Na ciele pełno ran
I nagle zrozumiałem
Kim jest ten dziwny pan
Dziwny pan

Gdy ujrzał wreszcie mnie
Miał przerażenie w oczach
A w ustach trzymał flet
Od Hieronima Boscha
Na wodzie kręgów rój
Księżyca w górze sierp
są jak sumienia wrzód
gdy rzygam do WC
I nagle zrozumiałem
To przecież Darmodziej
Darmodziej

Mój Darmodziej
Wagabunda i serc i losu
Znika za dnia - wraca tu
We śnie już po zmroku
Mój Darmodziej - piękne zło
Jad ma pod językiem
Nosi po domach nam wciąż
Igły ze słownikiem

Przez miasto wczoraj szedł
Ten dziwny domokrążca
Ale nie przyjdzie już
Wykrwawił się po drogach
Zabrałem jego flet
ten, który brzmiał jak dzwon
a był w nim wieczny żal
ten piękny długi ton
i nagle zrozumiałem
że przecież ja - to on
ja – to on

Wasz Darmodziej
Wagabunda i serc i losu
Znikam za dnia - Wracam tu
We śnie już po zmroku
Wasz Darmodziej - piękne zło
Jad mam pod językiem
Noszę po domach wam wciąż
Igły ze słownikiem.

Na nanana…
Wasz Darmodziej Wagabunda i serc i losu
Znika za dnia - wraca tu
We śnie już po zmroku


 

Darmodziej
Dedykowana Karelowi Šiktancowi
Jerzy Marek

Jakiś nieznany gość
szedł wczoraj po ulicy
dobrze widziałem go
z okna swej kamienicy
na flecie chorał grał
brzmiało to niby dzwon
a był w tym jakiś żal
i piękny długi ton
nagle poznałem go
wiedziałem że to on
tak to on

Zbiegłem po schodach w dół
opatulony w koc
śmietników smród się snuł
pisk szczurów przeszył noc
a w ciepłych łóżkach gdzie
raz miłość a raz sen
cicho wierciły się
widma domowych scen
odpowiedź chciałem znać
na pytań sto o sens

Dopadłem go pod murem
ręka chwyciła spód
kurtki z wężowej skóry
szedł od niej dziwny chłód
odwrócił do mnie się
miał oczy pełne wron
głębokie blizny dwie
na twarzy z obu stron
nagle poznałem go
wiedziałem że to on
tak to on

Milcząc ze strachu drżał
niepokój krył się w oczach
w ręku piszczałkę miał
od Hieronima Boscha
nad domem księżyc pękł
jak ptaków nocnych śpiew
tak jak sumienia jęk
że znów stoczyłem się
teraz poznałem go
tak to jest Darmodziej
mój Darmodziej

Mój Darmodziej
mroczny pan losu i miłości
unika dni włóczy się
lubi we śnie gościć
mój Darmodziej
piękne zło, jad ma pod językiem
gdy sprzedać chce ludziom swe
szpilki i słowniki

Jakiś nieznany gość
chodził od drzwi do drzwi
dziś już nie widzę go
kapały krople krwi
zabrałem jego flet
znów zabrzmiał niby dzwon
a był w tym jakiś lęk
i piękny długi ton
zorientowałem się
że przecież ja to on
ja to on

Wasz Darmodziej
mroczny pan losu i miłości
unikam dni włóczę się
lubię we śnie gościć
wasz Darmodziej
piękne zło, jad mam pod językiem
gdy sprzedać chcę ludziom swe
szpilki i słowniki


piosenkowy blog

archiwum pod lupa-CZ

teksty własne-CZ

tłumaczenia tekstów

polskie

angielskie

niemieckie

włoskie

wegierskie