Mikimauzoleum
współautorem muzyki jest Karel Plíhal
Renata Putzlacher
Rankiem mnie budzi
ciemność więc dłonią szukam tętna
czy w żyłach mych pulsuje jeszcze krew obojętna
czy już po tamtym świecie chodzę w trumiennych
butach
marność to wszystko marność brzmi wciąż ta sama nuta
Niema co nie ma jak
dlaczego ani dokąd
nie ma z kim nie ma o czym każdy jest sam ze sobą
wychudły Don Quijote na szkapie mknie ulicą
a Bóg to ślepy szofer siedzący za kierownicą
Znów włączam telefon
odbiornik obcych życzeń
nachodzą mnie złe wieści jak policja o świcie
pożegnać sen i wciągnąć znów jawy cztery łyki
chciałbym się śmiać ale mam uśmiech Myszki Miki
ranki bym skreślił
W radiu znów Chick
Corea poranne panaceum
doprawdy jest wesoło prawie tak jak w mauzoleum
w kolejce do mumii mam kręgi pod oczami
jutrzenka w barwie różu już mych zmysłów nie omami
Rozwijasz wciąż
przede mną własny ideał stadła
z dnia na dzień bardziej ziębną nasze dołki w
prześcieradłach
rachunek win i sumień robimy przed wieczorem
przeze mnie czy przez ciebie drwal rozdzielił nas
toporem
Dwa łóżka podzielone
na dwa suwerenne kraje
kolczasty drut nas dzieli i ością w gardle staje
nie myśleć o tym zasnąć bo sen to słodka słabość
umarła we mnie miłość wyparowała radość
druty bym skreślił
Świt to przeklęta
pora minuty ery całe
gdy rzeczy nie są czarny ale także nie są białe
gdy nie ma dnia ni nocy brakuje światłocienia
czuwanie jest bólem bez błogiego znieczulenia
Czuję szalone tętno i
coś mnie w lędźwiach kłuje
chciałbym się nie obudzić nie myśleć i nie ulec
zwinięty w kłębek słyszę że w kącie łkasz boleśnie
na życie już za późno a na śmierć jeszcze wcześnie
Za naszym słodkim
wczoraj zapadła głucho klamka
kawa jest już wypita i stłuczona filiżanka
złośliwość rzeczy martwych dawno udowodniono
chleb z masłem spada na podłogę niewłaściwą stroną
masło bym skreślił
Mówisz mi o nadziei a
myśli ci się plączą
jak obce satelity które nad ziemią krążą
myśl o nagości własnej jeszcze mą próżność łechce
dwadzieścia lat gadałem a teraz mówić nie chcę
W klozecie na
plakacie mam śliczną tłustą świnię
patrzymy sobie w oczy a woda z szumem płynie
wszystko już powiedziano i w szambie utopiono
a mnie w tym raju paroma kwadransami obdarzono
Znów dłonią szukam
tętna za oknem jutro wstaje
za ścianą radio rzęzi sygnały dnia nadaje
pożegnać sen i wciągnąć znów jawy cztery łyki
chciałbym się śmiać ale mam uśmiech Myszki Miki
miłość bym skreślił
Myszka
Miki
współautorem muzyki
jest Karel Plíhal
Antoni Muracki
Budzę się szarym
świtem i chwytam się za serce
czy coś tam jeszcze bije, czyżbym miał jeszcze
szczęście?
A może już po mnie, bo mam buty woskowane
ku śmierci kołowrotek, bezsensowny ten sam ranek.
Nie ma z kim, nie ma
o czym, nie ma co i nie ma jak
nie ma gdzie i nie ma po co, każdy jest z sobą sam.
Wychudły Don Kichot siodła swą Rozynantę,
a ślepy bóg za sterem prowadzi nasza łajbę.
Telefon niech milczy
- nagranych uczuć dramat,
złe wieści jak bezpieka także przychodzą z rana.
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki,
mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Ranki bym zniszczył.
W radiu gra Chick
Corea - prezenter dobry człowiek -
zaprawdę jest wesoło niczym w rodzinnym grobie.
Uśmiecham się jak mumia, mam wory pod oczami,
różowy świt mnie nudzi, dzień nowy już nie mami.
Coś mówisz o tym, co
byś znów ze mną robić chciała,
pomału stygnie pościel, dołki po rozgrzanych ciałach.
Wszystko oblekła szarość - jak orzec czyjąś winę,
drwal machnął swą siekierą, łączącą przeciął linę.
Dwa łóżka jak dwa
kraje dzielą pograniczne słupy,
wzdłuż ozdób na tapecie ciągną się kolczaste druty.
Gdy sen nadejdzie błogi, już nie męczą żadne zmory.
wszak była we mnie miłość - dziś pusta złość i
gorycz.
Druty bym zniszczył.
Przeklęta ta godzina,
moment, tej chwile przelot,
gdy rzeczy się wahają pomiędzy czernią a bielą,
gdy jeszcze półmrok toczy odwieczną wojnę z
brzaskiem,
bezsenność jest cierpieniem, palącym oczy piaskiem.
A wszystko huczy w
głowie i tępo kłuje w boku,
chciałbym na dobre zasnąć, nie myśleć i mieć spokój.
Z łokciami na kolanach - słucham, jak łzy twe płyną
Na życie już za późno - za wcześnie, żeby ginąć.
Co było jeszcze
wczoraj, niepotrzebne dziś nikomu,
Ostatni kawy łyk, bo nie ma więcej kawy w domu.
Wszak przyjdzie, co przyjść musi, nadejdzie
nieproszone,
Chleb z masłem zawsze spada nie na tę, co chcesz
stronę
Masło bym zniszczył
Mówisz mi o nadziei i
siecią słów oplatasz,
co jak szpiegowskie sondy krążą dookoła świata.
Rozebrać się z piżamy może bym umiał jeszcze,
dwadzieścia lat mówiłem, dziś już mi się mówić nie
chce.
Z plakatu w ubikacji
knur spasły do mnie mruga,
Pędząc zabiera wszystko spienionej wody struga.
Spłukuje to, co było i niesie wprost do ścieku,
a mnie tu przyjdzie zostać, nim zbraknie mi oddechu.
Macam się po
nadgarstku, na dworze prawie świta,
zegar godziny bije i pogodnym dniem nas wita.
Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki,
mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki
Miłość bym zniszczył.
MYSZKA MIKI
współautorem muzyki
jest Karel Plíhal
Leszek Berger
Rankiem mnie budzi brzask, więc się
za przegub chwycę,
czy wciąż mam fart i jeszcze pcha
serce krew w tętnice,
a może już jest po mnie, trumienny
mam garnitur.
Czy tak czy siak co rano przebudzenie
do niebytu.
Nie ma co, nie ma jak, nie ma z kim,
nie ma po co,
każdy jest w sobie sam i z siebie
wyjść nie sposób.
Wnet chudy Don Kiszot na szkapie
ruszy w nicość,
a Bóg to ślepy szofer, co siadł za
kierownicą.
Telefon włączyć strach - to cudzych
uczuć szpicel,
złe wieści jak policja stukają w
drzwi o świcie.
Pół we śnie, pół na jawie próbuję
zewrzeć szyki,
uśmiechnąłbym się, lecz mam uśmiech
Myszki Miki.
Ranki bym zniszczył.
W radiu gra Chick Corea, za oknem
gaśnie neon -
wesoło jest doprawdy, całkiem jak w
mauzoleum.
Ta mumia w nim to ja, mam podkrążone
oczy,
różowy blask poranka już mnie nie
zauroczy.
Ty mówisz do mnie coś, próbujesz czas
zawracać,
choć stygną już pomału nasze dołki w
materacach.
W szarość mieszają się wyznania win
nie w porę,
gdy między nami przepaść wyrąbał
drwal toporem.
Dwa łóżka rozdzielone, dwa suwerenne
kraje
i z ozdób na tapetach nasz mur
berliński staje.
W sen zapaść jak najprędzej, w tę
nieświadomość błogą,
że była we mnie miłość, jest tylko
pusta wrogość.
Mury bym zniszczył.
Świt to przeklęty czas, minuty,
chwilki małe,
gdy rzeczy nie są czarne, lecz nie są
również białe.
Gdy dnia i nocy splot, gdy światła
brak, i cienia,
czuwanie jest cierpieniem bez
błogiego znieczulenia.
Puls znów oszalał i w pachwinie czuję
bóle.
Usnąć, nie budzić się, bezmyślnie i
nieczule.
Skulony słucham twych słów
przeplatanych szlochem.
Na życie jest za późno, na śmierć za
wcześnie trochę.
Co było, a już nie jest, to się nie
pisze w rejestr.
Kawa wypita, świeżej z pustego nie
nalejesz.
Czego uniknąć chcesz, to ci się
właśnie stanie,
a chleb ląduje zawsze stroną z masłem
na dywanie.
Masło bym zniszczył.
Mówisz o szansach znów, sieć słów
mnie tak oplata,
jak szpiegowskie satelity, co krążą
wokół świata.
Piżamy zdjąć - no cóż, to byłby plan
zbyt prosty.
Gadałem tyle lat, aż spłonęły
wszystkie mosty.
W ustępie plakat mam, a na nim tłustą
świnię -
wiruje z szumem to, co za chwilę z
wodą spłynie.
Rzekł każdy, co miał rzec, i poszło
to do ścieku,
a ja już tylko chcę swojego dożyć
wieku.
Znów macam dłonią puls, za oknem
wstaje dzionek
i na „dzień dobry” brzęczy budzika
głośny dzwonek.
Pół we śnie, pół na jawie próbuję
zewrzeć szyki.
Uśmiechnąłbym się, lecz mam uśmiech
Myszki Miki.
Miłość bym zniszczył.
Rankiem mnie budzi brzask, więc się
za przegub chwycę,
czy wciąż mam fart i jeszcze pcha
serce krew w tętnice,
a może już jest po mnie, trumienny
mam garnitur.
Czy tak czy siak - co rano -
przebudzenie do niebytu.
Myszka
Miki
współautorem muzyki
jest Karel Plíhal
Jerzy Marek
Przed świtem budzi mnie mrok więc za nadgarstek
chwytam
czy puls mi jeszcze bije a nowy dzień mnie wita
czy jest już po mnie i śmierć przy moim łóżku gości
każdego ranka nowe przebudzenie do nicości
Nie ma dlaczego gdzie nie ma z kim nie ma co
nie ma jak nie ma o czym samotność to nasz los
stary Don Kichot już na Rosynanta siada
za kierownicą ślepy Bóg przed nami autostrada
Włączam telefon pełen cudzych uczuć przykrych treści
jak gliny po ulicach sennych snują się złe wieści
ni to zbudzony ni jeszcze pogrążony we śnie
mam minę Myszki Miki uśmiech się zjawić nie chce
Skreślić poranki
Z radia się sączy jazz to chyba Chick Corea
doprawdy jest wesoło mniej więcej jak w mauzoleach
jestem jak mumia mam wory pod oczami
blask różowego świtu swym pięknem mnie nie mami
Co robić mam ty mówić zawsze byłaś zdolna
świat się otula w mrok a nasze łóżko stygnie z wolna
czyją to winą jest pytam znów nie w porę
że drwal ścinając drzewa rzucił między nas toporem
Łóżko się podzieliło na dwa niepodległe kraje
rysunek na tapecie zasiekami się wydaje
we śnie się nic nie zdarzy sen słodką jest nirwaną
kochałem cię a teraz wściekłości pluję pianą
Skreślić zasieki
Te wszystkie chwile i minuty przeklinałem
gdy rzeczy nie są czarne ale nie są także białe
gdy nie wiesz noc czy dzień czy świta czy mrok siny
boli mnie jawa ale nie podaje nikt morfiny
Wściekle pulsuje skroń i tępo w piersiach męczy
zasnąć i nie obudzić się myślami się nie dręczyć
posłucham twoich łez kapiących smutnym deszczem
na życie już za późno a na śmierć nie czas jeszcze
Co się zdarzyło wczoraj to jakby się nie stało
wypiłem cały zapas kawy a jeszcze mi mało
gdy czegoś nie chcesz to się właśnie stanie
dowiedziono
że kromka z masłem spada na dół zawsze głupią stroną
Masło bym skreślił
Mówisz mi o nadziei a słowa twe nad ranem
jak drogi nadajników międzygwiezdnych poplątane
gdyby tak piżamy zdjąć o to cię tylko proszę
dwadzieścia lat mówiłem lecz rozmowy nic nie wnoszą
Plakat z prosiakiem wisi ciągle w tej łazience
gdy spłuczka się napełnia ja wściekam się i dręczę
wszystko tu wyczyszczone i sterylne jak w szpitalu
tylko oddychać nie ma czym i duszno od oparów
|