JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


Tłumaczenia tekstów- POLSKIE
 

 

Kometa, czyli ten okrutny wiek XX wg Nohavicy
 

 

Mirosław Neinert

Kiedy rano skoro świt / Zítra ráno v pět
Kiedy sobie zdechnę / Až to se mnu sekne

 

Robert Talarczyk

Sarajewo / Sarajevo
Zestarzeć nam się przyszło / Zestárli jsme lásko

 

Jerzy Handzlik

Kometa / Kometa
Piłka nożna / Fotbal
Mysz na końcu lata /Myš na konci léta
Póki śpiewamy /Dokud se zpívá
Starość / Zestarli jsme lásko
 

 

 

 

Kiedy rano skoro świt
tłumaczenie Mirosław Neinert


 

Kiedy rano skoro świt
Pod mur postawią mnie
Ostatni wódki łyk
Za zdrowie wypić chcę
Opaskę z oczu zdjąć
Ostatni spojrzeć raz
W niebo, by wśród chmur
Kochaną ujrzeć twarz
W niebo by kochaną ujrzeć twarz

Kiedy rano skoro świt
Spowiadać przyjdzie ksiądz
Nie godnym rzeknę mu
Niebiańskich deptać łąk
Bo żyłem z całych sił
I serce czyste mam
A piwo com nawarzył
Wypiję teraz sam
To piwo com nawarzył teraz sam

Kiedy rano skoro świt
Porucznik krzyknie pal
Żal będzie tych chwil gdym
Nie pieścił twoich warg
I słońca będzie żal
I żal tych długich lat
Gdy sama musisz iść
Przez zimny, pusty świat
Gdy sama musisz iść przez pusty świat

Kiedy rano skoro świt
Ty pranie będziesz prać
I siano grabić w stóg
Ja pod murem będę stać
Do ognia dorzuć drew
I smutek w sercu skryj
Pamiętaj miła mnie
Pamiętaj mnie i żyj
Pamiętaj miła mnie i żyj

 


 

KIEDY ZDECHNĘ
tłumaczenie Mirosław Neinert


 

 

Założę rano czarne papierowe buty
Zajarzy moja stara że nie idę do roboty
Żałobników kondukt od Sikory mostu
Ciągnie na Ostrawę
Po calutkim Śląsku

Zdechnę, gdy sobie zdechnę
Ależ to będzie pięknie
Kiedy się położę i normalnie zdechnę

Nieutuleni w żalu bliscy i dalecy
Chłopcy z gwinta, baby płaczą, tańczą dzieci
Znieść nie mogłem bajzlu w domu i urzędzie
Więc nie mówcie – niech mu ziemia lekką będzie
Zdechnę…

Są takie, którym nie dogodzisz choćbyś skonał
Weź tego co na babie zesztywniał Magdona
Więc jak mam wybierać – w łóżku czy przy stole
Obie rzeczy lubię, nie wiem, ja pierdolę
Zdechnę…

Nie wiem tylko czy wziąć fajkę czy cygaro
Bo kurzących chyba za drzwi z nieba nie wywalą
A pod każdą pachę wezmę beczkę rumu
Do pół litra dziennie nie niszczy rozumu
Zdechnę…

Mój Boże wiem, że ciebie nie ma ale w razie czego
Połóż mnie obok mego kumpla Alojzego
Podstawówka, gruba i pierwsze dziewczyny
Tę ostatnią szychtę jakoś przemęczymy
Zdechnę…

Założę rano czarne papierowe buty
Zajarzy moja stara, że nie idę do roboty
Buty są z papieru, papier jest do dupy
Już nie zmienię życia, zmieniam tylko buty
Zdechnę…
                        

 

 

 

SARAJEWO
tłumaczenie Robert Talarczyk
 

 

 

Przez halickie pola wieją wiatry złe

Nasze małe szczęścia zabrał rzeki bieg

Jak wędrowne ptaki, przez nieznany kraj

Wędrujemy niebem, modre listy dwa

 

Jeszcze płonie ogień i szumi las

Noc kołysze nas do snu

Tam za wzgórze, tam do Sarajewa

Wyruszymy jutro na nasz ślub

 

Dwa rozbite serca w jedno sklei ksiądz

Wieniec z tamaryszku rzucę w rzeki toń

I popłynie z prądem do nieznanych mórz

Niebo ponad nami, a my wśród łanów zbóż/a my na dole tu

 

Jeszcze płonie ogień i szumi las

Noc kołysze nas do snu

Tam za wzgórze, tam do Sarajewa

Wyruszymy jutro na nasz ślub

 

Wybuduję dom, na wieki będzie stał

Wichry nie obalą jego białych ścian

A w dębowych belkach będzie szumiał las

Nasza miłość w nim na zawsze będzie trwać

 

Jeszcze płonie ogień i szumi las

Noc kołysze nas do snu

Tam za wzgórze, tam do Sarajewa

Wyruszymy jutro na nasz ślub

 

 

 

ZESTARZEĆ NAM SIĘ PRZYSZŁO
tłumaczenie Robert Talarczyk

 

 

 

Nasz syn taki duży, z pieluszek wyrósł już

Zestarzeć nam się przyszło, skarbie mój

Uśmiech ma po mnie, a włosy po tobie

Jego w oczach taki blask

Więc nie bądź smutna

Tylko rozchmurz twarz

 

Nasza córka, gdy się kąpie zamyka drzwi na klucz

Zestarzeć nam się przyszło, skarbie mój

O swoim księciu marzy, co noc

Już w naszym bloku cichnie gwar

Więc nie bądź smutna

Tylko rozchmurz twarz

 

Jeden plus jeden to cztery

A dwa jabłka i gruszki dwie

To jest

Osiem wiśni na talerzu

 

W naszym wieku już nie Amor czuwa, tylko Anioł Stróż

Zestarzeć nam się przyszło, skarbie mój

Znów w telewizji ten stary film

Pan Globisz Anioła gra

Więc nie bądź smutna

Tylko rozchmurz twarz

 

I ten stary wiersz sprzed lat, już dawno pokrył kurz

Zestarzeć nam się przyszło, skarbie mój

Wczoraj, gdy spałaś nową pisałem pieśń

I dziś dla ciebie nucę tak

Trochę o szczęściu

A trochę o łzach

 

Jeden plus jeden to cztery

A dwa jabłka i gruszki dwie

To jest

Osiem wiśni na talerzu

 

 

 

KOMETA
tłumaczenie Jerzy Handzlik


 
 

 

Spatrzyłem kometę, obłokiem płynęła,

Chciałem jej zaśpiewać, ale mi zniknęła

Zniknęła, jak łania ginie pośród gąszczu

W oczach wciąż mi błyszczy garść żółtych pieniążków

 

Pieniądze ukryłem pod dąb, jak żołędzie,

Gdy znowu przyleci nas ju tu nie będzie.

Nas już tu nie będzie, los zwykły człowieka

Spatrzyłem kometę chciałem jej zaśpiewać.

 

O wodzie o lesie, krasie traw

O śmierci pisanej jednako wszystkim nam

miłości i zdradzie, gorzkich łzach.

O ludziach, co kiedyś przeszli już przez ten świat.

 

Na nieba kolei wagonów przeprawa

Pan Keppler  rozpisał planetom ich prawa

Szukał, w końcu znalazł w samych planet jądrach

Sekret, co do dzisiaj niesie mnie na biodrach.

 

Wielka i odwieczna zagadka przyrody

Ze tylko z człowieka człowiek się narodzi

że korzeń z wiatrami kształt drzewa buduje

Krew naszych nadziei wszechświatem wędruje. 

 

Spatrzyłem kometę - urodą wabiła

Jak sztuka sprzed wieków, co mistrza przeżyła

Sięgałem do nieba, to nie żadna blaga,

Marność mnie obdarła całego do naga. 

 

Stałem, jak słup soli, jak rzeźba Dawida,

Patrzyłem do nieba, choć jej już nie widać

Jak znowu przyleci, ponad tamte drzewa

Mnie już tu nie będzie, ale inny jej zaśpiewa.

 

O wodzie o lesie, krasie traw

O śmierci pisanej jednako wszystkim nam

Miłości i zdradzie, gorzkich łzach.

 

 

 

PIŁKA NOŻNA
tłumaczenie Jerzy Handzlik


 

 

Niedziela piąta punkt

Stadion Banika

rzut karny, w poprzeczkę!

no jak go kryjesz!

Nie fikaj z bani chcesz!

masz gościu bzika

podskoczysz raz jeszcze

A już nie żyjesz!

 

Trybuna pęka w szwach

zajebać drani

Prażanie, szmaciarze

Ostrawa Gramy!

Jak kopiesz, niech to szlag

Kurwa jak można

Niech żyje sport sto lat

i piłka nożna

 

Na rogi zero – Trzy

Skąd ta butelka

No weźcie  się do gry!

Liga jest liga

Dziś miałem drugą zmianę

Będzie bumelka

Dostaną chłopcy lanie

Piłka jest wielka

 

Zielona jest trawa

Stadion ma bramki dwie

Ostrawa gola, Ostrawa

Kula najlepszy w grze

Za bilet dychem dał

Pokaż, co można

Niech żyje sport sto lat

I piłka nożna

 

Grasz jakbyś nie miał nóg

Czerwona kartka

Baranie na bramę

Rusz swoim tyłkiem

Prażanie to krowy

Hańba Sparta

Ty możesz kopać rowy

Ale nie piłkę

 

Na szyi szalik mam

Więc krzyczę bez obciachu

To przecież spalony,

Sędziego dać do piachu.

Gdzie jest autokar ten

W opony nożem

Sportowi cześć sto lat

I piłce nożnej

 

No zamknij się idioto

Jak nie to w mordę bomba

A z ciebie taki fan

Jak z koziej dupy trąba

Gdybym miał twoją gębę

bym na niej siadał

Co mi tu kurwa chrzanisz?

Jebnąć ci z bani?!

 

Po meczu zaś w niedzielę

Kto kibic ten się schla

Hej kelner jeszcze browar

Sześć zero na piwa

Ten bramkarz gówno wart

Już nie wytrzymam

Niech żyje sport sto lat

Futbol jest prima

 

Gol!!

 

 

 

Mysz na końcu lata
tłumaczenie Jerzy Handzlik


 

 

                       

Wszyscy już śpią, oprócz nas w całym domu  

We dwoje na przekór nocy

Ja składam wiersze, choć nie wiedzieć komu

A ona patrzy mi w oczy

Ja składam wiersze, choć nie wiedzieć komu

A ona patrzy mi w oczy

 

To szara mysz wbiegła tu prosto z pola

Jest koniec lata i nadchodzi jesień

Czy myślałeś kiedyś, czym mysia niedola

Czy kosa śmierć ci przyniesie?

Czy myślałeś kiedyś, czym mysia niedola

Czy kosa śmierć ci przyniesie?

                                                 

Nie odchodź proszę stąd nim świt nastanie

Przenocuj dość miejsca mamy

Przecież się zbudzisz nim ktokolwiek przyjdzie

Wieczorem znów się spotkamy

Przecież się zbudzisz nim ktokolwiek przyjdzie

Wieczorem znów się spotkamy

                                                

Będziemy spełniać dziś rzemiosła nasz

Ty w ziarnkach, ja na papierze

Nie ważne czyje dziś nosisz kamasze

Ważne kto jak świat ten bierze

Nie ważne czyje dziś nosisz kamasze

Ważne kto jak świat ten bierze

 

Mówią, że kradniesz nam w polu zboże

Ja też byłem głodny – ileż to razy

Szkodzisz, czy nie szkodzisz – kto sądzić może          

A ja mam dla ciebie azyl

Szkodzisz, czy nie szkodzisz – kto sądzić może          

A ja mam dla ciebie azyl

 

 

 

PÓKI ŚPIEWAMY
tłumaczenie Jerzy Handzlik

 

 

 

 

Z Cieszyna odchodzą pociągi od pierwszych zórz                           

Wczoraj nie spałem, i dziś nie położę się już                          

W niebie mój patron co noc tysiąc trosk ze mną ma         

Ale póki śpiewamy wciąż jeszcze życie w nas trwa 

 

Pociąg odjechał, na peronie zostałem sam                         

Serce do miłości, głowę do piosenek mam                         

Ze szkoły dobrze wiem kiedy i na co jest czas

Ale póki śpiewamy wciąż jeszcze życie w nas trwa

 

Do stu miejscówek dołożę jeszcze te dwie                                 

Właśnie ruszyłem, lecz któż wie, gdzie drogi tej kres              

Za oknem życie nam mija i jak ekspres gna                          

Ale póki śpiewamy wciąż jeszcze życie w nas trwa

 

Za swoje błędy płaciłem już nie raz nie dwa                                

Lecz nie mogę spocząć bo serce wciąż w drogę mnie gna       

Póki tchu w piersiach to będę śpiewał i grał                             

Bo póki śpiewamy wciąż jeszcze życie w nas trwa

 

Rusza z Cieszyna pociągów sto w szeroki świat                    

Więc dzwonię do świata i wołam halo, kto tam                     

A z końca świata w słuchawce też słyszeć się da             

Że póki śpiewamy wciąż jeszcze życie w nas trwa                

 

 

 

STAROŚĆ
tłumaczenie Jerzy Handzlik


 
 
Nasz syn już jest  duży, całkiem dobrze życie zna
Kochana patrz starość już staje w drzwiach

oczy ma po mnie a włosy po tobie
Spadają mu dziś na twarz
To chyba nasze szczęście
A ty po cichu łkasz
 
Nasza córka już dorosła, i zaraz wyruszy w świat
Kochana patrz starość już staje w drzwiach
Chłopcy za nią patrzą, jak patrzyli na ciebie też
A my zamykamy warsztat nasz
To chyba nasze szczęście
A ty po cichu łkasz
 
Bo przecież jeden i jeden to cztery
A dwie gruszki i dwa jabłka
To już osiem wiśni na talerzu
Tak stworzony jest świat
 
Pocałunki na ulicy, w naszym wieku - nieprzystojna gra
Kochana patrz starość już (nam) staje w drzwiach
W telewizji oglądamy stareńki film
Ten czarnobiały który znasz
To chyba nasze szczęście
A ty po cichu łkasz
 
I ta piosenka com dla ciebie kiedyś złożył  traci blask
Kochana patrz starość już  staje w drzwiach
Ale wczoraj kiedyś spała,  patrzyłem na ciebie
Napisałem nową - stanął czas
I teraz na wpół smutną
i wesołą (na wpół) piosnkę masz
 
O tym, ze jeden i jeden to cztery
A dwie gruszki i dwa jabłka
To już osiem wiśni na talerzu
Tak stworzony jest świat

 


piosenkowy blog

teksty własne-CZ

tłumaczenia tekstów

polskie

angielskie

niemieckie

włoskie

wegierskie