JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


Tłumaczenia tekstów- POLSKIE
 

TOMASZ BORKOWSKI

 

     Tom Borkowski – wykształcenia prawnik, z zawodu dziennikarz prasowy, z zamiłowania górski turysta, z powołania autor tekstów piosenek. Pochodzi i raczej już nie da się wyprowadzić z Trójmiasta. Rocznik 1971, a więc wychowany w epoce, gdy literacka jakość tekstu miała jeszcze znaczenie dla wartości piosenki. Podczas studiów na Uniwersytecie Gdańskim został współtwórcą zespołu muzycznego Na Bani, wykonującego głównie autorskie utwory, oparte zwykle na jego tekstach. Początkowo wywodziły się one z nurtu piosenki turystycznej, później stopniowo ewoluowały w kierunku poetyckiego folku o szerokim spektrum stylistycznym. Dziś zespół ma na koncie trzy płyty, pracuje nad kilkoma następnymi i koncertuje w całej Polsce.

     By jednak nie zamykać się w kręgu własnej tylko twórczości, sięga Tom i po dzieła innych, zagranicznych autorów, szukając w nich inspiracji, zachwycając się cudzymi pomysłami i pragnąc przybliżyć je polskiej publiczności. Wybiera do przekładów to, co sam lubi i co, jego zdaniem, warto tłumaczyć. Tłumaczył już piosenki Toma Waitsa, Leonarda Cohena, Boba Dylana, Stinga, Bułata Okudżawy oraz kilku innych twórców, a także folkowe utwory tradycyjne. Odrzuca tyleż pryncypialne, co popularne twierdzenie, jakoby tłumaczenia wierne nie mogły być piękne, a piękne – wierne, uznając je za wymówkę leniwych tłumaczy. Szuka złotego środka, który pozwoliłby zachować obie te cechy w równowadze (mając wszakże świadomość, że nie do niego należy ocena, jak dobrze sam wywiązuje się z prób realizacji tego postulatu). Z upodobaniem wynajduje frazeologiczne analogie między językami.

     Z mową południowych sąsiadów stykał się często podczas górskich wędrówek. Od zawsze zafascynowany podobieństwami między językami słowiańskimi, wzbraniał się jednak latami przed spolszczaniem piosenek Jaromíra Nohavicy, uznając, że nie zna czeskiego dostatecznie i że wielu sprawniejszych odeń tłumaczy poradzi sobie z tym zadaniem lepiej. W końcu jednak, pod wpływem nieodparcie nieobojętnych mu piosenek, złamał się i doszedł do wniosku, że musi wnieść do tematu swoje trzy halerze. Wychodząc z założenia, że ważna jest przede wszystkim sprawność w posługiwaniu się językiem przekładu oraz poetycka wyobraźnia, wyposażony w dobre słowniki i własne wyczucie językowe, zaczął pogłębiać swą znajomość materii. Na wszelki wypadek korzysta też ze wsparcia osób lepiej odeń obeznanych z czeskim kręgiem kulturowym, konsultując z nimi swoje translatorskie próby pod kątem lokalnych kontekstów i trudniejszych zagadnień językoznawczych. Obecnie tłumaczy piosenki niemal kompulsywnie, a dłuższy przestój w tej pracy wywołuje w nim zespół odstawienia. By nie uprawiać sztuki dla sztuki, wzbogaca przekładami działalność zespołów Na Bani i La Gruppa, które włączają utwory Jaromíra Nohavicy do swego repertuaru koncertowego.
 

 

 

CZEGO NIE MAM – NIE MOGĘ CI DAĆ


 

Czego nie mam – nie mogę ci dać
skrzydeł orła nad wąwozem ciemnym
myślisz, że nie dość kocham, że nie tak
więc mnie ukarz, ale zostań ze mną

Czego nie mam – to nad siłę mą
przejść przez ucho igły łatwiej dałbym radę
trzykroć płacę za swój każdy błąd
więc mnie ukarz, ale nie zostawiaj

Czego nie mam – już nigdy nie będę mieć
nie zakwitną drzewa w środku pustyń
myślisz, że inny stałem się niż chcesz
więc mnie ukarz, ale nie opuszczaj

 

 

 

DŁUGA CIENKA STRUNA
 

  


Jak ta długa cienka struna
która czeka na me palce
jak księżyca zmokła łuna
gdy go woda dzierży w garści
niczym wraki u wybrzeży
jak dla pokojówki grosze
niczym dzwony miejskiej wieży
gdy się zbliżą wojska obce

Taki ciężar rośnie we mnie
taki czuję w sobie ciężar
tak niezmiennie tak niezmiennie
póki brzmią klawisze ciemno
tylko tak potrafię śpiewać
tylko tak potrafię śpiewać
tak jedynie świat postrzegam

Jak ten liść sam na gałęzi
gdy październik sprzątnie ogród
jak nie twojej dotyk ręki
dłoni obcej dłoni chłodnej
niczym długa ciemna rota
naszych wszystkich przysiąg śmiesznych
jak pytanie Czy mnie kochasz?
jak milczenie twe złowieszcze

Taki ciężar rośnie we mnie
taki czuję w sobie ciężar
tak niezmiennie tak niezmiennie
póki brzmią klawisze ciemno
tylko tak potrafię śpiewać
tylko tak potrafię śpiewać
tak jedynie świat postrzegam

Jak to brzemię co go nie chcę
ale dźwigam wciąż daremnie
niby ptaki takie lekkie
jak najlżejsze ludzkie tchnienie
niczym pierwszy oddech w życiu
jak ostatnie przebudzenie
jak noc która żąda ciszy
tak jak miłość gdy jej nie ma

Taki ciężar rośnie we mnie
taki czuję w sobie ciężar
tak niezmiennie tak niezmiennie
póki brzmią klawisze ciemno
tylko tak potrafię śpiewać
tylko tak potrafię śpiewać
tak jedynie świat postrzegam
 


JESZCZE TĘSKNIĘ ZA TOBĄ

 

Jeszcze się mi po nocy śnisz
wciąż obojętną nie chcesz być
jeszcze się czasem budzę
w jakiejś przedziwnej złudzie
wciąż buty ściągam swoje
żeby się nie pobrudził
nasz chodnik w przedpokoju

Tęsknię za tobą
przywyknąć nie da się
że nie przychodzisz
nie przyjdziesz tu
że dzwonek nie zadzwoni
że drzwi się nie otworzą
że ty gdzieś indziej z innym już
tęsknię za tobą
jeszcze tęsknię za tobą

Jeszcze na lustrze mgiełka tchu
jak nieuchwytny ślad twych ust
a w każdym kącie niby czart
Wojtek – kulawy żalu skrzat
w kawie cię piję znowu
tobą się karmię jeszcze
zostałaś w każdej z rzeczy

Tęsknię za tobą
przywyknąć nie da się
że nie przychodzisz
nie przyjdziesz tu
że dzwonek nie zadzwoni
że drzwi się nie otworzą
że ty gdzieś indziej z innym już
tęsknię za tobą
jeszcze tęsknię za tobą

 

JUTRO PRZYJDZIE BRZASK

 

Kiedy jutro przyjdzie brzask
pójdę pod ten mur
i ostatni już raz
kieliszek wzniosę tu
chustę z oczu zerwę sam
bym jeszcze niebo widzieć mógł
lecz w myślach będę miał
ciebie miła znów
na-na na-na na
na na-na na-na na
lecz w myślach będę miał
ciebie znów

Gdy jutro przyjdzie brzask
zajrzy do mnie ksiądz
nie chcę ja z nieba łask
więc próżny trud i jego błąd
bo żyłem życiem swym
swój sposób jak je dożyć mam
a co nawarzyłem w nim
to też wypiję sam
na-na na-na na
na na-na na-na na
a co nawarzyłem w nim
wypiję sam

Gdy jutro przyjdzie brzask
porucznik powie: pal!
i będzie tamtych lat
gdym cię nie pieścił żal
jeszcze słońcu skinę więc
a potem szkoda będzie mi
że zostawić muszę cię
tak samą jedną w świecie tym
na-na na-na na
na na-na na-na na
że zostawić muszę cię
w świecie tym

Gdy jutro przyjdzie brzask
i zapieje kur
ty pójdziesz suknie prać
ja pójdę pod ten mur
do ognia dołóż więc
i smutek w sobie skryj
pamiętaj proszę mnie
pamiętaj mnie i żyj
na-na na-na na
na na-na na-na na
pamiętaj proszę mnie
i żyj
 



KAŻDY Z NAS NIESIE SWÓJ CIĘŻAR



Każdy z nas niesie swój ciężar
gdy latem ku zimie zmierza
każdy z nas garb niesie swój
mija z nim życie mu

Każdy z nas czegoś pragnie
i czymś też martwi się każdy
lecz nie wie już nikt
co ukaże mu świt

Już portier otwiera bramy
już wiatr pocałował rany
po długiej nocy
zbliża się ranek

Już komety tu z powrotem lecą
już się dzieci mogą cieszyć na kometę
na ziemi dzieje się to
co było w niebie pisane

Co złe fala zmyje
spełni się to o czym śniłeś
spełni ci się
co tylko chcesz

Listonosz nam wieści niesie
mówi że będzie lepiej
lecz zapomniał już
skąd o tym wie

Już portier otwiera bramy
już wiatr pocałował rany
po długiej nocy
zbliża się ranek

Już komety tu z powrotem lecą
już się dzieci mogą cieszyć na kometę
na ziemi dzieje się to
co było w niebie pisane

Każdy z nas niesie swój ciężar
każdy z nas niesie swój ciężar
każdy z nas niesie swój ciężar


 

KIEDY TY W KĄPIELI

  


Kiedy ty w kąpieli
myjesz swoje ciało
ja ochotą wzbieram
na grabież śmiałą
tak jak się oddajesz wodzie
wezmę cię i ja jak złodziej

W tej się myśli pławię
marzenie mnie unosi
piję drugą kawę
przy trzecim papierosie
a za bardzo cienką ścianą
słyszę jak się mydlisz pianą

Zostaw wodę wodą
z jej strugą spokojną
i mnie w pragnieniu tym zrozum
bo czas tu płynie za wolno
gaśnie niedopałek
stygnie kawa
krew nie woda
gdybyż to się dało
spokój sercu tak nakazać
nie da się a szkoda
mmm mmm

Kiedy ty w kąpieli
myjesz swoje ciało
świat się ze mną chwieje
z rąk wszystko leci samo
a gdy w progu się pokażesz
ostatni grosz bym oddał za odwagę

Zostaw wodę wodą
z jej strugą spokojną
i mnie w pragnieniu tym zrozum
bo czas tu płynie za wolno
gaśnie niedopałek
stygnie kawa
krew nie woda
gdybyż to się dało
spokój sercu tak nakazać
nie da się a szkoda
mmm mmm
jak spokój zachować
mmm mmm
kiedy ty w kąpieli
 


MARIA PANNA



Maria Maria Panna
w świat musiała iść, poszła więc sama
tylko Józef z nią
że z hucpy nie słynął
to włóczyli się
judejską krainą

Jak włóczyli się
spocząć mieli chęć
gdzie tu zostać na noc by
żeby dziecię na świat mogło przyjść
a wkoło nikt
pomóc im nie chciał nic
wszyscy gadali im
co się nawarzy należy pić

Maria Maria Panna
na to mówi że sobie da radę sama
choćby w stajni tej
brzydko w niej pachniało
ale wiadro wody
umyło całą
Gdy leżała już
to beczała ciut
a jej niezguła mąż
stał z miną muła wciąż
i tak w pół nocy
z bożą pomocą
i dzięki odwadze
wydała na świat smyka niczym obrazek

Maria Maria Panna
która była z tym wszystkim jedna sama
Maria Maria Panna
która była z tym wszystkim jedna sama

A gdy na niebie już
ogon komety rósł
Maria mówi znów:
Józef gotuj do drogi wóz
bo tu nie ma
dla nas schronienia
coś nas tu nie chcą kochać
jeszcze nam zginie chłopak
i tak szli
wszystkie trzy
co było dalej wiecie przecież
a jak nie to się dowiecie

Maria Maria Panna
która była na siebie zdana sama
Maria Maria Panna
która była na siebie zdana sama
Maria Maria Panna

 

MOJA MAŁA WOJNA

 

Swą kartę powołania
podnoszę jak chorągiew
i idę dziś wieczorem
na swoją małą wojnę
nie, wcale ogłoszona
przez króla nie została
lecz ustąpić nie wolno
gdy padną pierwsze strzały

Dobosz mojego serca
już w oślą skórę wali
a we mnie stają w szyku
kompanii mych sztandary
ja – pacyfista wieczny
rozjemca w każdej zwadzie
rysuję dzisiaj czaszkę
kredką na swojej fladze

Trzymajcie kciuki za mnie
boję się tak ogromnie
bo wiele krwi popłynie
w tej mojej małej wojnie
pomyślcie o mnie dobrze
nim przyjdą wieści z frontu
a ja dziś wyruszam już
bronić swych horyzontów

Bronić swej garstki ziemi
jej pięciu piędzi własnych
więcej nie zajmę miejsca
w swych butach, swetrze, czapce
chcą zabrać mi, co moje
dlatego dziś pod wieczór
na swoją małą wojnę
na swoją małą wojnę
ruszam na swoją wojnę
z mieczem przeciwko mieczom
 

 

MOJE SMUTNE SERCE

 

Nad mą głową czarne chmury płyną
pytam ludzi gdzie podziali miłość
moje serce
smutne serce

Nagi bosy chodzę ulicami
chciałbym miłość tę jedyną znaleźć
moje serce
smutne serce

Nie ma nie ma złudzenie tylko marne
zblakły napis wisi na drzwiach w lombardzie
moje serce
smutne serce

 

MYSZKA MIKI

   

Rano gdy budzi mnie mrok, sięgam do swoich tętnic
czy puls w nadgarstku bije, czy miałem jeszcze szczęście
czy też już po mnie, a wokół mam trumienną pościel
i rano w rano ciągłe przebudzenia do nicości

Nie ma co, nie ma jak, ni po co, ani z kim
nie ma gdzie, nie ma o czym, każdy sam w sobie tkwi
chudy Don Kichot siodła swego Rosynanta
a Bóg to ślepy pilot siedzący za wolantem

Telefon włączam znów – ten cudzych uczuć zwiastun
by złe wieści wpuścić; jak gliny zjawią się o brzasku
wpół przebudzony, na wpół mnie jeszcze noc przenika
zaśmiałbym się, ale mam uśmiech Myszki Miki
ranki usuńmy

Chicka Coreę ktoś życzliwy puszcza w radiu
jak w mauzoleum jakimś jest wesoło mi doprawdy
do mumii jest kolejka, mam wory pod oczami
różowy przedświt już mnie nie wzruszy za nic

Wciąż opowiadasz o tym, co byśmy zrobić mieli
lecz z wolna stygną kształty naszych dwojga ciał w pościeli
dziś już się kryje w cieniu, za czyją to przewiną
siekierą przeciął drwal, co między nami było

Już łóżka rozdzielone na dwa suwerenne kraje
granicznym drutem teraz wzór z tapety się wydaje
nie przyjdzie sen, bo sen to omdlenie jest rozkoszne
złość pusta we mnie tylko została po miłości
druty usuńmy

Przeklęta ta godzina, ta minuta, ta sekunda
gdy rzeczy nie są czarne, ale białe nie są również
gdy mija mrok, ale nadal przecież światła nie ma
czuwanie boli bez błogiego znieczulenia

Wściekle w podbrzuszu kłuje i tępym bólem tętni
spać tylko, nie budzić się, bo myśleć nie mam chęci
oparty o kolana słucham twojego szlochu
na życie już za późno, na śmierć za wcześnie trochę

Co było jeszcze wczoraj, jakby nie miało miejsca
kawa wypita już i nie ma w kuchni grama więcej
a czego nie chcesz, by się stało, to się dzieje właśnie
na ziemię pada zawsze nie tą stroną kromka z masłem
masło usuńmy

Mówisz mi o nadziei, splątane słowa lecą
szpiegowskie satelity, krążące nad planetą
piżamę z siebie zdjąć, to dałbym jeszcze radę
dwadzieścia lat mówiłem, dziś mi się już nie chce gadać

Z plakatu w ubikacji patrzy spasione prosię
macha, gdy woda wirem znów ze sobą coś unosi
wszystko już powiedziane i zabrane w dół do ścieku
zostaje mi tu tylko chwil parę dla oddechu

Chwytam się za nadgarstek, na dworze jest już rano
Sygnały dnia zegary na dzień dobry wydzwaniają
wpół przebudzony, na wpół mnie jeszcze noc przenika
zaśmiałbym się, ale mam uśmiech Myszki Miki
miłość usuńmy

Rano gdy budzi mnie mrok, chwytam się za nadgarstek
czy puls w nim jeszcze bije, czy los mi znów dał szansę
czy też już po mnie, a wokół mam trumienną pościel
i rano w rano ciągłe przebudzenia do nicości

 

NA BRZEGU STAREJ FONTANNY

Gdy siądziesz blisko przy mnie
na fontanny brzegu
kołacz z plecaka wyjmę
jakbym Mikołajem chciał się stać
rozpustne cherubiny
pospadają z nieba
gdy zechcę cuda czynię
a co ty mi dasz?

Srebrny groszak mały
wpadł do wody i na dnie się skrzył
cuda się tu działy
bo i powód i czas na to był

Kołacz już z tobą zjadłem
resztki dałem rybom
noc niby garniec czarny
aż od komet piegowata
koty mruczały arie
Jowisz wciąż się kiwał
i białe bladły gwiazdy
jak u zarania świata

Sen barokowym grajkom
oczy pozamykał
wstąpili w progi knajpy
gulasz zjeść wychylić parę piw
i już harmonię swoją szarpiąc
o miłości za gotyku
a nawet jeszcze starszej
śpiewali nam po świt

Srebrny groszak mały
poszedł na dno i pod wodą zgasł
cuda się tu działy
bo był powód i po temu czas

Patrz ktoś zaprosić chce nas
by do planet wzlatać
Piotr oraz Magdalena
miłość w tysiąc siedemset dziewięćdziesiątym
ta scena się nie zmienia
tu w teatrze świata
obejmę cię ramieniem
lot pod niebem się nie kończy

 

ÓSMY KOLOR TĘCZY

 


Chłodno bywa w kwietniu rano
jeszcze ledwo widać słońce
w butelce po Cinzano
trą się węgorze i trą się
gwar znajomych zamilkł
śpią śpią śpią w domu z małżonkami
już jesteśmy sami
ja i ja

Miasta zlewają się w pamięci
czarny to ósmy kolor tęczy
czarny to kolor który mi pasuje dziś
no taka bieda taka bieda
już się odnaleźć Atlantydy nie da
odkrywam wody wody wody wody
wody – więcej nic

Jeśli ktoś z was ciekaw jeszcze
biba już ogromna się szykuje
przejdziemy raj w tę i we w tę
a święty Piotr będzie nam wujem
bo dawno tłum znajomych zamilkł
śpią śpią śpią w domu z małżonkami
już jesteśmy sami
ja i ja

Miasta zlewają się w pamięci
czarny to ósmy kolor tęczy
czarny to kolor który mi pasuje dziś
no taka bieda taka bieda
już się odnaleźć Atlantydy nie da
odkrywam wody wody wody wody
wody – więcej nic

Pod oknem ktoś woła „kolo!”
kto gra dobry folk ten nosi zarost
piosenki gram tylko w e-mollu
a palce do krwi zdarte od gitary
śpiew znajomych zamilkł
śpią śpią śpią w domu z małżonkami
już jesteśmy sami
ja i wy

Miasta zlewają się w pamięci
czarny to ósmy kolor tęczy
czarny to kolor który mi pasuje dziś
no taka bieda taka bieda
już się odnaleźć Atlantydy nie da
bo odkrywamy wody wody wody wody
wody wody wody – więcej nic
 



PETERSBURG

   

Gdy się kładzie noc na dachy Petersburga
spada na mnie żal
zabłąkany pies pogardził chleba skórką
com ją mu z litości dał

Do mej lubej kniaź Igor się dobiera
nad szklanką wódki bawię się rewolwerem
kruk ponury siadł na dachy Petersburga
niech to weźmie czart

Nad horyzont lecą ptaki ślepe
w krwawym blasku zórz
moja duszo, ty bezkresny stepie
ech, po tobie już

Mej rozpaczy dorównać niepodobna
tyś temu winna, Nadieżdo Iwanowna
tyś temu winna, że mnie z dziurą w skroni
jutro znajdą tu
 



PIEKŁO I RAJ

 

Nuda i cień
rdzawą rynną mgła płynie
smak maku ssę
koń z kulawym kolanem rży
mur wali się
a ze starej skrzyni
wycieka rtęć
jak obraz mej rozlanej krwi

Piekło i raj
kracze wrona nakrapiana
na płocie przysiadła
przy moich drzwiach
piekło i raj
zaskrzypiała stara brama
pierwszy raz od dawna
zacznę się bać

Krzywych kół dźwięk
pełen szmat i łachmanów
w las jedzie wóz
furman bez szkieł nie widzi nic
nuda i wstręt
psy parzą się w parach
bezwstydny mus
obraz miłości który mdli

Piekło i raj
na drabinie kwiaty z pleśni
smród łachów z moheru
w nozdrza się wdarł
piekło i raj
z dołu z góry słyszę pieśni
procesje truwerów
w powietrzu żar

Kapie kap kap
czarna kroplówka grozy
i zimny pot
nadziei marnych błędny wir
jestem jak rak
rakiem raczej już chodzę
siadam gdzieś w kąt
może znów ktoś naleje mi

Piekło i raj
od kielonka do kielonka
jak roje komarów
ssących mą krew
piekło i raj
herodowe niewiniątka
niszczą mi gitarę
niszczą mój śpiew



PŁONĘ

 

Kładę dłonie na twoją pierś, która w ciemności zalśniła
księżyc ci rozjaśnia twarz
twoje ciało się otwiera, chwyta mnie niby rybę rybak
w swojej sieci mnie masz

Płonę

Moje kolana między twymi, wreszcie jestem wewnątrz ciebie
pod powiek całunem
w swoich lędźwiach czuję ciężar całego pogańskiego nieba
pełnego gromów i Perunów

Płonę

I zlewamy się jak mgła, gdy spływa w dół po szybie wozu
jakby kropla w kroplę
łopot sowich skrzydeł, mężczyzna traci rozum
i staje się chłopcem

Płonę

 

PRZESZŁOŚĆ

 


Jak gdy po nocy zapuka do drzwi nieproszony dziś gość
Tak i na ciebie za rogiem tuż czeka twój miniony los
Buty skórzane twoje ubranie włosy ma też jak ty
Z wolna kulejąc za tobą podąży aż krok zrówna z twym

I powie: zatem mnie masz
Więc w sobie zważ
Czy wejść mi dasz
Skoro mnie znasz
Oto ja przeszłość twa

Chustka w kieszeni na której supełek zrobiłeś przed laty sam
Już nie przypomni ci coś wtedy kupić koniecznie w sklepie miał
To co po drodze straciłeś zniknęło jak pociąg w oddali znikł
Tamta dziewczyna to niesie w plecaku i już nie odda ci

Lecz mówi: zatem mnie masz
Więc w sobie zważ
Czy wejść mi dasz
Skoro mnie znasz
Oto ja przeszłość twa

Drzewa są wyższe a trawa jest niższa na łące pleni się perz
Tramwaj ma kolor jak chusta harcerza nosiłeś ją kiedyś też
Tylko ta dumna ci głowa została by wciąż ją dźwigał twój kark
Tamten konduktor co jeździł tu wtedy nie żyje już od lat

Zatem mnie masz
Więc w sobie zważ
Czy wejść mi dasz
Skoro mnie znasz
Oto ja przeszłość twa

Gruszki na wierzbie nie rosną i z pokrzyw też w górę nie rośnie las
Czego nie zjadłeś przedwczoraj i wczoraj to dzisiaj dojeść czas
Z solą migdały i grona dojrzałe które zanurzasz w miód
Siedzisz przy stole a ona ci niesie gorący obiad już

I mówi: zatem mnie masz
Więc w sobie zważ
Czy wejść mi dasz
Skoro mnie znasz
Oto ja przeszłość twa

Połóż się w łóżku i obróć ku ścianie ona przytuli się
Dziś cię odwiedzą ci którzy istnieli lecz już przeminęli gdzieś
Ty po imieniu każdego zagadniesz bo wszystkich pamiętasz wciąż
Rano obudzisz się i w kłębek zwiniętą tuż obok znajdziesz ją

Powie ci: zatem masz mnie
Zważ w sobie więc
Dałeś mi wejść
Dość o mnie wiesz
O mnie przeszłości swej

 

PRZYJACIEL

 

Czy przypominasz sobie jeszcze tamten czas
prawie dwudziestka już i w głowach słońca blask
wróble nam z ręki jadły
w życiu pewności żadnej
stara bieda wokół nas

Może i głupi ale piękny świat nasz był
upojny zdawał się jak papierosów dym
życzenia choć skrywane
nam od razu się spełniały
albo za parę chwil

Gdzie się podzieliśmy
gdzież to się podzieliśmy
gdzie jest ten koniec mój jedyny przyjacielu
zniknąłeś w mroku tam
sam sam sam
zostałem sam

Czy przypominasz sobie jeszcze tamten dzień
ich było pięciu ale ze mną twoja pięść
gdybyś nie pomógł wtedy
to z mych dwunastu żeber
by zostało trochę mniej

Dzisiaj już nie wiem czy byś stanął przy mnie znów
jakbym to słyszał głos masz wyższy chyba ciut
i krótsze krótsze włosy
bywało się już młodszym
a niech to diabli, cóż

Gdzie się podzieliśmy
gdzież to się podzieliśmy
gdzie jest ten koniec mój jedyny przyjacielu
zniknąłeś w mroku tam
sam sam sam
biję się już sam

Czy przypominasz sobie jeszcze tamten rok
w każdej piosence najmniej po trzydzieści strof
nas dwóch jak jeden darło
przez głośnik stary gardło
a za morze tylko skok

Twój dziadek mawiał że zagaśnie co się tli
miał rację przyszła potem masa małych dni
i była wielka woda
zabrała co jej kto dał
i to ostatnie wzięła ci

Gdzie się podzieliśmy
gdzież to się podzieliśmy
gdzie jest ten koniec mój jedyny przyjacielu
zniknąłeś w mroku tam
sam sam sam
śpiewam dzisiaj sam

Czy przypominasz sobie siebie choć przez mgłę
tylko mi nie mów że tak życie zgięło cię
bo człowiek nie jest dźwignią
którą kto chce to przygnie
to już od dawien dawna wiem

I wiem też że się serca nie da chwycić w dłoń
ja się zmieniłem lecz i ty daleko stąd
a jednak ciągle żal mi
że już nam nad pieśniami
przyświeca światło z różnych słońc

Gdzie się podzieliśmy
gdzież to się podzieliśmy
gdzie jest ten koniec utracony przyjacielu
zniknąłeś w mroku tam
sam sam sam
więc oddycham sam

 

ŚLUBNA

 

Muzykant w peruce zagrał na organach
sam barok, puder i róż
Magda i Jan swe dłonie trzymają
pod ołtarz podchodzą już

Ho ho ho dzwony biją
ho ho ho a ja stoję z tyłu
ho ho ho w cień schowany
ho ho ho zakochany

Trzy piękne wielbłądy, dar króla Hassana
parskają przed kościołem świętego Macieja
biały jest dla Magdy, gniady jest dla Jana
dla mnie ten czarny, trzeci z kolei

Ho ho ho nowożeńcy
ho ho ho a ja w czarnym wieńcu
ho ho ho w cień schowany
ho ho ho zakochany

Przez rzekę Morawę prom stary przepłynął
na nim rzępoła Jura
kapelusz ma na łbie i skrzypce zarzyna
a wszyscy krzyczą hura, hura

Ho ho ho razem stoją
ho ho ho a ja za topolą
ho ho ho w cień schowany
ho ho ho zakochany

Ech miła, moja miła, tyś mnie porzuciła
a tak się nie robi
w sieni na futrynie serce ci wyryję
niech przypomina tobie

Ho ho ho że byłem tutaj
ho ho ho i padłem trupem
ho ho ho w cień schowany
ho ho ho zakochany
twój zakochany
twój zakochany
zakochany



ŚNIEŻYCZKI

 

Na twoim miejscu na poduszce
śnieżyczką chciałem przykryć pustkę
tuż obok mnie

Na gzymsie przysiadł biały gołąb
mnie było żal że nie jestem z tobą
skryłem się w pościel i w sen

Co mi się śniło tego nie wiem
wiem tylko że byłem tam
ty całowałaś mnie albo ja ciebie
w rzeczywistości spałem w hotelu sam

W hotelu twarde bywa łoże
śnieżyczki więdną ach mój Boże
tegom się właśnie bał
tegom się właśnie bał




STARY CZŁEK

 

Jak będę starym człekiem
stare książki czytać chcę
i młode wino z beczki lać
jak będę starym człekiem
w końcu pewność zyskam tę
komu chcę miłość dać
kupię pergamin, wezmę pędzel i tusz
jak mędrzec z Chin na brzegu siądę rzeki
i będę stary już

Jak będę starym człekiem
kupię sobie stary dom
i stare radio znajdę gdzieś
jak będę starym człekiem
będę miał kanapę swą
przy oknie w Avion Café
kupię pergamin, wezmę pędzel i tusz
i będę obserwował gdzie zmierzają ludzie
i będę stary już

Jak będę starym człekiem
będę czarny nosił strój
i szary krawat doń
jak będę starym człekiem
zamiast spijać wody zdrój
będę brał dobre wino w dłoń
kupię pergamin, wezmę pędzel i tusz
i będę milczał tak jak ten, kto wszystko wie
stary człek
stary człek




STODOŁY

 

Stały w krąg stodoły ogniem lśniąc
wzbiły się krążąc gawrony z łąk
śmiały się cicho staruszki w dłoń
wspólny już los nasz po wieczny sąd

Siana stóg ździebeł nas runem kłuł
brakło tam chmurom nad nami tchu
palił mnie słodki żar przysiąg stu
zamknąłem oczy by schylić się do twych ust

Chrystus Pan patrzył z kapliczki swej
ciosał go w drewnie siekierą człek
w farze ksiądz świętą odprawiał mszę
a ciałem twym stało się ciało me

Krzyczałem kocham cię w góry w doliny w dal
aż zerwały się te gawrony ze stoków hal
szły do chmur jakby je spłoszył strzał
a pod niebem się każdy z nich białym aniołem stał

W niebo leć
biały mój
aniele




TAK JAK JELEŃ GDY CHCE MU SIĘ PIĆ

  

Tak jak jeleń gdy chce mu się pić
biec ku źródłu musi ukrytemu
tak jak jeleń gdy chce mu się pić

Tak pragnę przy tobie być
jest mi ciężko ciężko mi samemu
tak pragnę przy tobie być

Pomóż mi w samotni mej
pomóż mi przez życie przejść
pomóż mojej opuszczonej duszy
ja w noc co noc za tobą wołam
ja w noc co noc o pomoc wołam

Objęła serce rozpacz bezdenna
a przed oczami mymi jakaż zieje ciemność
objęła serce rozpacz bezdenna

Nigdy nie było mi pusto jak tu
tu z wielkiej pychy postawiłem mur
nigdy nie było mi pusto jak tu

Pomóż mi w samotni mej
pomóż mi przez życie przejść
pomóż mojej opuszczonej duszy
ja w noc co noc za tobą wołam
ja w noc co noc o pomoc wołam

Wierzę wciąż mimo wszystko
że to wołanie wiatr ci zaniesie blisko
wierzę wciąż mimo wszystko

Październik zerwie liście na zimę
wszystko co przyjdzie bez szemrania przyjmę
październik zerwie liście na zimę

Pomóż mi w samotni mej
pomóż mi przez życie przejść
pomóż mojej opuszczonej duszy
ja w noc co noc za tobą wołam
ja w noc co noc o pomoc wołam

 

TY PYTASZ MNIE

 


Tkwimy w fotelach pół na pół
niepewni, zmieszania pełni
pomiędzy nami cały stół
tkwimy w fotelach pół na pół
w zasłonach kołysze się księżyc.

Cisza u stropu wisząc śpi
ma skrzydła nietoperze
noc czyha by z okopu wyjść,
cisza u stropu wisząc śpi
aż w garnku miarkę zbierze.

Ty pytasz mnie
i ja pytam cię
a milczymy przecież
bo tak mało słów jest na świecie
ty pytasz mnie
a ja pytam cię
dwa różne narzecza
na dwóch planetach

W nieswoje oczy oka rzut
i mrok przecięty ogniem
wilki schodzą się, zwietrzyły łup
w nieswoje oczy oka rzut
nie będzie już cudownie

Słowa, których nie powie nikt
i tak będą powracać
w żebraczej szacie muszą przyjść
słowa, których nie powie nikt
te martwe ptaki

Ty pytasz mnie...

Gdy w słaby punkt ostrogę dać
konie popędzą w cwale
jarzębin rudych pełna garść
gdy koniom w brzuch ostrogę dać
grudką piasku się stanie

W jednym pokoju ja i ty
i kwiatek w umywalce
po bitwie pole Austerlitz
w jednym pokoju ja i ty
liczymy padłych w walce

Ty pytasz mnie...

 

ZAGUBIONY OKRĘT

 

Nad głową niebo mam
Pode mną się morze burzy
Mój kurs Bóg jeden zna
Daleko jest brzeg
Kompasu igła łże
A okręt w mrok się nurza
Morski diable bierz
Bierz lub zostaw mnie

Zgubił kurs okręt mój i kołyszą fale nim
A ja nadać już sygnału nie mam sił
Zgubił kurs okręt mój, przez orkany czarne gna
Gdy raz przewróci się, sięgnie dna

Grzebienie morskich fal
Jak twoje włosy jasne
Gdym bił się miła ma
Niczym Scaramouche
W amulet zbrojna pierś
Wciąż przypomina czasy
Gdym tyle szczęścia miał
Lecz to nie powróci już

Zgubił kurs okręt mój i kołyszą fale nim
A ja nadać już sygnału nie mam sił
Zgubił kurs okręt mój, przez orkany czarne gna
Gdy raz przewróci się, sięgnie dna
Za widnokręgu mgłą
Której końca nie dostrzeżesz
Leży mój nowy ląd
Schron po batalii mej
Okręt chwieje się
I dziobem ku dnu zmierza
Będzie żyć tylko ten
Kogo nie przestraszy śmierć

Zgubił kurs okręt mój i kołyszą fale nim
A ja nadać już sygnału nie mam sił
Zgubił kurs okręt mój, przez orkany czarne gna
Gdy raz przewróci się, sięgnie dna
 


ZMĘCZONY

 


Co za dzień
długo się dziś toczył mój
bój z wiatrakami
wilków też ubiłem z pięć
niedźwiedzia starłem w pył
teraz nie mam sił
tylko głód
i trzeba mi snu

Twojego ognia blask
wiatr chłodem owiewa
ciemno wokół nas
ponad nami niebo
a ja miejsce tuż przy tobie mam

Chowam się
tu w ramiona twe
tu nic mi się nie stanie
ciepłą skórą ogrzany
mogę z wolna spaść
gdzieś tam głęboko w przeszłość
w ciemny czas
gdzie wszystko swój początek ma

Twojego ognia blask
wiatr chłodem owiewa
ciemno wokół nas
ponad nami niebo
a ja miejsce tuż przy tobie mam


piosenkowy blog

archiwum pod lupa-CZ

teksty własne-CZ

tłumaczenia tekstów

polskie

angielskie

niemieckie

włoskie

wegierskie